września 15
15IX2006 Zjebany dzien
icon1 wikiyu | icon4 15 września 2006| icon30 »

Cóż się stało? Ktoś zapyta,
odpowiedzieć jedno mogę dziś
Dzień zjebany, taka pyta

O co chodzi ? otóż po szkole miałem wrocic do domu, zjeść coś, i pojechać z dziewczynami do Luki zarezerwować lokal na osiemnastkę, niestety w czasie gdy przygotowywałem sie do żarcia kumpel zrobił sobie kuku w pabianicach będąc na rowerze, zadzwonił i wskoczyłem na siodełko z paroma kluczami w kieszeni na plecach. Dotarłem tam, jakoś poskładaliśmy ten jego rower i wracamy, jako że mi sie dość mocno spieszyło to powiedziałem mu że sie spiesze i depnąłem po pedałach jak mogłem... do Łodzi dotarłem utrzymując cały czas powyżej 32kmh co było wyczynem w tak dużym ruchu na wylotówce na Wrocław.

Do tego momentu historia zdaje się być szczęśliwą, niestety nie długo - dociągnąłem w okolice skrzyżowania Pabianicka/Włókniarzy i przy ciut powyżej 40kmh złapałem gumę na tyle... Już wiedziałem że będzie wesoło [a czas płynie], zdjąłem oponę z obręczy, byle szybciej bez zdejmowania koła, załatałem dętkę i zonk... nie mam pompki przecież bo z gór nie wróciła ze mną. Więc założyłem oponę na miejsce, rower na ramie i lece na żółtą stację benzynową na drugim rogu skrzyżowania... ZONK kompresor coś nie chce pompować powyżej 1.5atm, w rowerze to ciut za mało, w końcu pożyczyłem pompkę od jakiegoś cyklisty, podpompowałem ile sie dało, pamiętając o tym żeby dobić mocniej coby łata była ściśnięta między dętką [1.9-2.2 cala] a oponą [1.5 cala].

spojrzałem na siebie oczyma wyobraźni, byłem w ciuchach kolarskich, usyfiony cały doszczętnie, w końcu najpierw robiłem rower w pabianicach a potem to koło felerne. Stwierdziłem "Jadę do Luki", ruszyłem ze skrzyżowania, dojechałem do Ronda Lotników Lwowskich... obok stał jakiś autobus, godzina na zegarze w środku:

17:42

W luce mieliśmy być o 17:30, a mam conajmniej 10 minut ostrego ciągnięcia na miejsce, odpuszczam i po cichu proszę los o łagodne traktowanie ze strony dziewczyn które pojechały tam.


Do domu dojechałem ok 17:55 nie spiesząc się już tak jak dotychczas i nie ryzykując kolejnego kapcia na łódzkich dziurach.