Byłem sobie wczorajszym wieczorem na koncercie, pojechałem tam
prosto z imienin babci więc czekało mnie przebieranie się przed
lokalem, jednak spotkałem miłych ludzi jadących także na ten
koncert [łatwo poznać gdzie jadą ludzie w tramwaju linii 2 ubrani w
ten jedyny i niepowtarzalny sposób] także przebrałem się już w
tramwaju gdzie imho było cieplej niż na zewnątrz
wejście do środka to nie był większy problem o dziwo, widać że
przyszliśmy około 10 minut po planowanym rozpoczęciu a na ok 30
minut po faktycznym rozpoczęciu. Później szatnia załatwiona w
ułamkach sekund i można skoczyć po bronka a później pod scenę.
Był to chyba pierwszy mój koncert na którym tak mało czasu
spędziłem w pogo, po chyba dwu czy trzech piosenkach wyniosłem się
do góry bo nie dało się normalnie pogować, niestety ale było
stanowczo za dużo ludzi jak na ten lokal.
To co było później może przemilczę jako że joggera mogą czytać
nieletni, powiem tylko że ok 23 wyszliśmy z lokalu a do domu
wracałem około 2[drugiej a nie drugiej drugiej - noc z
przesunięciem :P] i od dawna nie byłem tak radosny.
A muzyka, to czego można się było po Kulcie spodziewać, sporo
staroci, sporo mniejszych staroci ale wciąż staroci i kilka
nowszych utworów. Czyli to czego oczekiwali ludzie którzy zapłacili
za bilety. Szkoda tylko że koncert miał miejsce w Dekompresji, ten
klub ma odpowiednią powierzchnię na takie imprezy, ale niestety
powierzchnia ta jest podzielona [mowa o sali koncertowej] na
poziomy - spadek po kinie - i mieści się mniej osób niż gdyby to
był jeden poziom jak na Anilanie. Fajnie że jest za sceną ekran
kinowy zachowany na którym jak to zwykle na Kulcie leciały
fragmenty teledysków, filmów, cudzych teledysków etc.
A zakończenie było raczej mierne - ok 10 minut po definitywnym
zejściu zespołu ze sceny wyłączyli jakąkolwiek muzykę na głównej
sali gdy jednocześnie na dole był wciąż taki tłum dopychający się
do szatni że głowa mała.