Wikajusowa jazda

Zaawansowana cykloza objawia się tym że nawet śnią się człowiekowi rowery... a oto i moja historia:

Nie tak dawno temu, siódmego września 1988 roku na świat przyszedł mały bobasek. Słodki to on nie był, ale przynajmniej proste imię mu nadano: Wiktor, drugie zaś, po ojcu, Piotr. W kilka lat później mały poszedł do przedszkola i był bardzo smutny bo wszyscy wokół potrafili jeździć na rowerkach a on nie. Naszczęście w/w ojciec: Piotr, wraz ze swoim ojcem, a małego dziadkiem, Marianem szybko odkurzyli zapomniany, biały, rowerek po jego [małego] siostrze i mały zaczął uczyć się jeździć na DWU kółkach

Uczył się pilnie, i w końcu, zupełnym przypadkiem któregoś dnia po prostu... pojechał. To co wyróżniło tą przejażdżkę od poprzednich nie była wcale samodzielna jazda, czy brak dodatkowych kółek przy rowerku, ale TO że wreszcie udało się małemu zatrzymać BEZ użycia drzewa/krzaka/przewrócenia się.


NIESTETY, jak się później okazało był to najgorszy dzień w życiu małego, potrafił on wsiąść na rowerek i jeździć pół dnia... a wracał po to aby zjeść obiadek i znów peeedaaaałować. Wszelkie upadki i rany to była normalność i organizm dość szybko się przyzwyczaił, później mały wyrósł z tego rowerka, ale dumny z synka-cyklisty tatuś szybko wynalazł u znajomych większy, nieużywany, rowerek.

Tym razem był to już 'góral', sprzodu przerzutka o trzech przełożeniach, a z tyłu AŻ PIĘĆ, do tego hamulce z klamkami na kierownicy zamiast w pedałach typu Cantilever ... to było coś. Mały potrafił tyle samo czasu co na rowerze spędzać z dwoma kluczami 8mm, dwoma 10mm, szmatką i pewną ilością oleju tylko po to aby rowerek zawsze był sprawny i nigdy nie skrzypiał... A rowerek ten marki 'Montana' dostał on był na rok przed komunią, koledzy już wtedy nie byli lepsi przez to że jeżdżą na dwóch kółkach, teraz to nasz bohater był lepszy bo miał 'górala' na dużych, 24 calowych kołach

kilka lat minęło, mały poszedł do trzeciej klasy, później zmienił szkołę wraz z przeprowadzką i ... wciąż niemiłosiernie kręcił pedałami całe wiosny lata i jesienie, a w zimie dokładnie konserwował rower, jak sam mówił 'zimą nie jeżdżę tylko dlatego że muszę zebrać jeszcze więcej ochoty na kolejny rok'

Następnie przyszła piękna chwila gdy do za małej już Montany na której mały już zaczynał kopać kierownicę kolanami dołączył 'duży' rower, to jest taki na 26 calowych kołach, cały czarny, o chropowatej ramie. Był to rower polskiej marki Arkus, o ładnej, choć nieprawdziwej, nazwie 'Silver Bike', osprzęt taki sam jak w Montanie czyli Sis+Sis+Sis+... tak też SIS, ale mały dzięki swemu śrubkarskiemu zacięciu potrafił wyregulować każdego sisa, podobnie jak i potrafił bez żadnych problemów wyregulować hamulce Canti tak że hamowały lepiej niż niejedne V-brake`i posiadane przez jego kolegów.

owy Arkus już wówczas zdradzał pewną głęboko zakorzenioną w sercu małego chęć posiadania roweru nie górskiego, a szosowego. Mały mianowicie nie zgodził się na kupno roweru z amortyzowanym przednim widelcem na który namawiał pan sprzedawca oraz rodzice, nie zgodził się także na wymianę opon w tym rowerze gdy zdarły się na zero, a nawet poszedł dalej, przestał wogóle jeździć poza asfaltem tłumacząc to ... stanem opon.

NIESTETY ale w roku 2002 stała się rzecz przez którą mały przez niemal rok chodził smutny, z balkonu na drugim piętrze wieżowca, pomimo braku krat po których można by się wspiąć w okolicznych balkonach, ktoś UKRADŁ rower małego

w roku 2003 mały nieco odzyskał wigoru i zamiast na rowerze zaczął nieco biegać, piszę 'nieco' bo nigdy nie sprawiało mu to takiej przyjemności jak spokojne, równomierne, kręcenie korbami, wsłuchiwanie się w delikatne dźwięki wydające przez przesuwające łańcuch przerzutki... to było to co on naprawdę uwielbiał, a bieganie to był zwykły, tani substytut

aż chciałoby się tutaj użyć słów z piosenki Tak mijały tygodnie lecz rozstania nadszedł czas...

ALE jak napisał Łasica w swoim SŁYNNYM TEŚCIE

Leczenie cyklozy jest długotrwałe i często nie przynosi efektów. Niektóre przypadki opanować można odcinając cyklotykowi źródło pieniędzy. Pomóc też może znalezienie choremu zajęcia które utrudni mu spędzanie czasu ze swym pupilem. Szczególnie skuteczna jest stała praca choć i studia niekiedy odnoszą skutek. Niestety w zdecydowanej większości przypadków cykloza jest chorobą nieuleczalną i trzeba mieć nadzieję że ustąpi samoistnie. Czasem efekt przynieść może leczenie poprzez kontakt z motoryzacją, choć jest ryzyko iż doprowadzi to do rowerowego fanatyzmu co jest efektem wręcz odwrotnym do zamierzonego.


Pamiętać należy, że cykloza jest chorobą przewlekłą i osoba raz zarażona bardzo rzadko wraca do pełnego zdrowia. Niekiedy choroba potrafi pozostawać w uśpieniu wiele lat by po okresie względnego spokoju ponownie zaatakować.

Rok 2003 przeminął, nadszedł rok 2004.
Minął styczeń, później luty.
marzec ciągnął się niemiłosiernie aż...
Aż nadszedł dzień kwietniowy
Piąty Kwietnia 2004 roku, czyli CZWARTY wspaniały dzień w życiu małego, dzień w którym po przeszło półtora rocznej przerwie mały znów dosiadł roweru, ale nie jakiegośtam roweru, ale WŁASNEGO roweru.

Tym razem wybór padł na Authora Profile SX z serii 2004, z amortyzatorem sprzodu, pierwszym 'grupowym' elementem w rowerze tzn tylnej przerzutce Shimano Acera pracującej na ośmiobiegowej kasecie. Mały był naprawdę szczęśliwy, ale rok 2004 szybko minął pod kołami nowego nabytku małego, nadszedł rok 2005 i mały zaczął odczuwać pewien niedosyt, zamontował rogi aby móc się bardziej położyć podczas jazdy, podniósł siodełko do niewyobrażalnego dotychczas poziomu i kręcił, a robił to już naprawdę szybko. Stosował się też bardzo często do słów które kiedyś przeczytał na murze gdzieś w mieście Łodzi:

Nie odwracaj się do tyłu, Patrz prosto przed siebie
Bo jak się odwrócisz, ktoś łopatą ci zajebie

Z tego powodu najczęściej musiał jeździć sam, nie dzielił z nikim swojej pasji kręcenia, zresztą jego koledzy woleli wówczas iść na imprezę, a znajomi z klasy po prostu wyjść gdziekolwiek i się upić do stanu w którym jedyne co potrafili zrobić to zwymiotować sobie na spodnie.

Mały jednak nie dał się, kręcił dalej mężnie pomimo że lubił od czasu do czasu zajrzeć do klubu na koncert jakiegoś zespołu rockowego czy punkowego. Mały zawsze lubił skoczną muzykę bo gdy miał gorszy moment to pozwalała mu zapomnieć o problemach, zupełnie tak samo jak rower. Pozatym koncerty Punkowe czy Rockowe miały jeszcze jedną zaletę, dla małego to było jak dobry trening ogólnorozwojowy, w końcu przez te dwie czy trzy godziny cały czas skakał a pracowały nie tylko nogi ale także tłów i ręce, kark podtrzymywał głowę podczas tych zabaw i mały dostrzegał pozytywne aspekty takich imprez.

Rok 2005 miał się ku końcowi czego mały przypadkiem zupełnym nie zauważył, to znaczy nie zwracając na nic uwagi dalej jeździł zimą na swoim rowerku który mimo że gorszy od wielu innych wciąż napawał małego dumą

W rok 2006 mały wjechał na rowerze, mianowicie dzień przed sylwestrem wraz z kilkoma innymi zapaleńcami z ruchu zwanego Masa Krytyczna spotkał się na rowerze i wspólnie wypili po symbolicznym kubeczku szampana, wówczas jeszcze nic nie zapowiadało katastrofy...

Jak łańcuchem strzelił minęła wiosna i nadeszło lato, mały nie miał dużo czasu na jazdę, ale i tak gdy miał czas to tego nie robił, nie miał ochoty, wyraźnie miał dosyć jeżdżenia wciąż i wciąż tego samego. Wyraźnie brakowało mu tradycyjnego zimowego rozstania z rowerem, ale też jednocześnie było widać że obecny rower mu nie odpowiada, zamontował nowe pedały zgodne z systemem SPD do których dokupił także specjalne buty, zmienił także kasetę zamiast takiej o rozpiętości 32-11 założył 'węższą' tzn 28-11, opony także mu nie wystarczały, będąc na giełdzie samochodowej zdobył tanio dwie opony 26*1.5 cala, były to slicki czyli opony do jazdy po szosie...

tak minęło lato, mamy obecnie jesień, mały wie już że zimą odpuści sobie rower, pojeździ jeszcze w niedzielę na wyścigu MTB, a później wstawi rower spowrotem do swojego pokoju, umyje wszystko dokładnie, doprowadzi każdą najmniejszą śrubeczkę do stanu perfekcyjnej czystości i będzie czekał na nowy, wspaniały, sezon rowerowy.

Jednak zanim do tego dojdzie muszę powiedzieć że mały dziś miał sen: Śniło mu się że znalazł się na jakimś amatorskim wyścigu szosowym gdzieś koło swojego rodzinnego miasta, jednak nie był jak wszyscy zwykłym szarym człowieczkiem, lecz miał obok siebie jeszcze dwu kolegów mówiących w obcym języku w identycznych strojach i jeździł dla jakiejś grupy kolarskiej, wszyscy wokół patrzyli z podziwem na ich rowery, całe czarne, z widoczną strukturą karbonu pokryte jedynie przezroczystym, błyszczącym, lakierem. rowery wyglądały naprawdę pięknie, dwaj masażyści drużyny jak na amatorską imprezę przystało zorganizowali bufet dla wszystkich startujących zawodników, a nasza dzielna teamowa trójka dojechała spokojnie na trzech ostatnich miejscach....

podpisano: Wiktor 'wikiyu' Jędrzejczak, w tekście nazywany małym :)

Ciąg Dalszy (Kiedyś może) nastąpi...

Komentarze do wpisu "łza wspomnień spływa po ciele pełnym blizn...":

1 | Paviarotti

18 października 2006, 20:56:11

favicon

Hehe, wszystko ok, tylko ten koniec sezonu mnie dobił. Co się stało z wikajem mówiącym, że sezon to pojęcie względne? ech zleniwiłeś się :P
Co do notki brakuje mi jakichś śmiesznych sytuacji :P

2 | regua

19 października 2006, 19:18:28

favicon

Hehe... czyli pasja do rowerów objawia się już w okresie dzieciństwa? To dobrze, może mnie ominie :P

3 | wikiyu

19 października 2006, 21:16:25

Pav - wczytaj sie we wszystko, to odpuszczenie ma mieć jasny i wyraźny cel jeśli nie zauważyłeś.

Reguś - nie martw się, są osoby które odkrywają w sobie cyklomaniaka dopiero w wieku lat kilkudziesięciu :D
także przed tobą nic straconego.

Dodaj komentarz

blog NIE obsługuje żadnego formatowania komentarzy od TeXtile, przez Markdown, BBCode, HTML, czy czegokolwiek innego. Tak jest mi po prostu wygodniej.
  • Blip
  • dlaczego ten Chrome chce zmienić mnie?

    Korzystam z tej dziwnej przeglądarki od v3 albo v4? No chwilę już, przyzwyczaiłem się do jednej prostej rzeczy - chcę mieć więcej miejsca na ekranie dla strony = naciskam CTRL+B i znika mi pasek zakładek. Przy netbooku z małym ekranem całkiem rozsądna rzecz. Ale jednak nierozsądna. Developerzy zabrali mi tą możliwość, teraz muszę trafić w trzy klawisze - zrobili że trzeba też Shift nacisnąć przy tym tj CTRL+SHIFT+B i tak musiałem pogooglać by zobaczyć co google mi spsuło ;-) swoją drogą przydałby się jakiś dodatek pozwalający samemu ustawić skróty klawiszowe, bo przydałby mi się jakiś CTRL+(np)M zamiast F11 dla widoku pełno ekranowego :P

  • nie ma to jak pamiec

    spokojnie, nie bedzie ani o komputerach, ani o sylwestrze.

    Wychodzę na spacer z celem jednym - pofotografować otaczającą zimową scenerię. Żeby nic mi nie przeszkadzalo zostawilem w domu mp3ke, do tego poszedlem sam i co? Widze pierwszy ladny widoczek ktory chce uwiecznic, zaczynam przegladac kieszenie i ... no tak - aparat zostal w domu, jakies pol godziny spacerkiem...

puste

Tu coś niedługo będzie

Podobne Wpisy