października 27
Le Tour 2007
icon1 wikiyu | icon4 27 października 2006| icon30 »

Jak niektórzy wiedzą, interesuję się nie tylko tym jak samemu pedałować, ale też tym jak pedałują najlepsi, stąd też moje wielkie zainteresowanie wielką pętlą. Ale co robi ten Lipcowy wyścig na moim joggerze w końcu października? To proste: reklamuje się :P

Tak wielka impreza sportowa nie może być organizowana 'z partyzanta' i trzeba wielu przygotowań aby tą około dwutysięczną wioskę składającą się z zawodników, pracowników drużyn, dziennikarzy, działaczy, ludzi od reklam, oraz oczywiście różnych PWP być w stanie nieustannie transportować przez niemal miesiąc dzień w dzień niezależnie od pogody i nastrojów społecznych.

Stąd też wynika jasno że trasa Touru musi być ogłoszona odpowiednio wcześnie, odpowiednio wcześnie muszą być zaklepane hotele oraz służby porządkowe do obstawienia trasy [szczególnie na odcinkach poza Francją], zawodnicy i członkowie ekip z krajów bardziej odległych jak choćby Kazachowie z Astany [Vinokurow, Ekimov] muszą wyrobić odpowiednie wizy a to wszystko przecież trwa.

Niestety przegapiłem fakt przedstawienia trasy 2007 który miał miejsce wczoraj i dopiero teraz o tym piszę. Otóż na stronie Touru można znaleźć już trasę 2007, więc powiedzmy o niej kilka słów

Start jak zwykle prologiem, tym razem niezwykłym bo odbedzie się on po złej stronie kanału Angielskiego to znaczy... w Londynie.

Pierwszy Etap zaś wiódł będzie z Londynu do Cantenbury,

Wreszcie 9 Lipca zawodnicy wrócą na kontynent, aby wystartować ze znanej z Drugiej Wojny Światowej Dunkierki jednak tym razem duża ilość ludzi nie będzie z niej szybko wypływać ale przypłynie i szybko ucieknie na rowerach ale... nie pobędą za długo we Francji i bo uciekną do Belgii gdzie zatrzymają się dopiero w Gand

Następny etap to również raj dla sprinterów, mianowicie płaski etap do kolejnego miasteczka z bogatą historią. Compiegne bo o nim mowa to przecież miejsce podpisywania Traktatu z Niemcami po I Wojnie światowej, ale także miejsce kapitulacji Francji w II Wojnie.

Co prawda z Compiegne do Paryża jest tylko o rzut beretem, ale zawodnicy startujący w Wielkiej Pętli nie pójdą na łatwiznę i skierują się na południe gdzie 13 Lipca wjadą już w całkiem solidne górki będące jednak tylko przygrywką przed etapami z 14 i 15 Lipca które wieść będą po Alpach

Następnie 16 Lipca dyrekcja wyścigu pozwoli zawodnikom nieco rozluźnić mięśnie aby 17 mogli z powrotem wypoczęci wsiąść na rowery i przejechać z Val`di`Isere do Briancon dystans 161 kilometrów,

Wreszcie zawodnicy dojadą nad piękne Morze Śródziemne i pojadą z Talland poprzez Marsylię i Montpelier aż do Castres, aby w końcu 21 Lipca w Albi odbyła się 51 kilometrowa jazda na czas.

Dopiero teraz jednak zawodnicy przeżyją prawdziwy koszmar, po trzech ciężkich etapach w Alpach, oraz czasówce, zostaną zmuszeni do krańcowego wysiłku w trzech etapach Pirenejskich z których jeden zahacza o malowniczą Hiszpanię.

Działacze kolarscy wiedzą jaki to dla zawodników wysiłek więc 24 Lipca zafundują im dzień przerwy, ale zrobią to z nutką sadyzmu w myślach gdyż pozwolą mięśniom rozluźnić się tylko po to by po chwili zmusić je do jeszcze cięższej pracy. Trzy kolejne płaskie etapy liczą w sumie przeszło sześćset kilometrów, a zaraz po nich jest druga już jazda na czas która ma rozstrzygnąć losy wyścigu, a jeszcze tego samego wieczora zawodnicy wsiądą do autokarów bądź pociągów i przejadą całkiem spory kawał Francji do Marcoussis

Przejadą ten dystans tylko po to aby 29 Lipca 2007 przejechać na rowerach 130 kilometrów, napić się szampana, oraz pozwolić JEDNEMU z nich założyć jeszcze raz żółtą koszulkę i ten JEDEN będzie cieszył się jak dziecko ze zwycięstwa w najbardziej znanym wyścigu kolarskim na świecie. Koledzy z drużyny będą wraz z nim fetować później to zwycięstwo...


A ja tylko szczerze mam nadzieję że wreszcie wygra FRANCUZ