Wikajusowa jazda

22 października, 2006

To jest koniec pewnej ery

Napisane w: Sport (0)

Trzaba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
Niepokonanym
Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką, ktorej nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas

Niestety, dzisiaj prawe, tylne koło nie pozwoliło Michaelowi Schumacherowi walczyć o zwycięstwo w ostatnim w karierze wyścigu Formuły1. Jednak pokazał jak naprawdę należy jeździć gdy dotarł tuż pod podium pomimo że już był ostatni i tylko sekundy dzieliły go od zostania zdublowanym przez kolegę z zespołu Ferrari - Felipe Massę...

-- Edytowane 22/10/2006 @ 22:30 - literówka

3

22 października, 2006

matma 7.60

Napisane w: nauka (1)

Wiadomo że:
P(A∪B) = 0.5
P(A) = P(A∩B)=1/3
Oblicz:
P(B)
P(B-A)

0

22 października, 2006

noje favikonken

Napisane w: Ogólne (0)

A tak znalazłem chwile czasu i w nagłym przypływie weny twórczej [a właściwie to patrząc na efekt to raczej 'tfu!rczej'] stworzyłem sobie favicon`kę dla swojego joggera :D

0

22 października, 2006

Tytuł Ocenzurowany

Napisane w: Ogólne, Rower, Sport (0)

No żesz niech to wszystko pójdzie w niewiadomogdzie...

Godzina 8:00

Wiktor wstaje

Godzina 9:30

Wiktor przebrany, umyty wsiada na rower i zaczyna kręcić spokojnie w kierunku PKWŁ

Godzina 9:32

niczego się nie spodziewając, jadąc przez swoje osiedle, uderzam w samochód który próbował wymusić pierwszeństwo, nawet go nie widziałem...
buty się wypięły, ja upadłem na maskę, chwilę leżałem na niej zastanawiając się czy coś mnie boli, po chwili wstałem i nic mi jednak nie jest... ALE...
przedni semislick zerwany, dętka rozjebana, obręcz tak wygięta że się między goleniami amortyzatora nie mieści... czeka mnie zakup przedniego koła teraz. Kierowca jednak 'zachował się' i jestem o dwie stówy do przodu żeby nie wzywać policji. Mi pasuje bo dwu stów bym nie dostał, jemu też bo nie traci zniżek ani nie dostaje punktów. A jeszcze podrzucił mnie do domu z rowerem...

Godzina 11:59

Zamiast na trasie siedze w domu wkurzony, z rozjebanym rowerem i słuchając radia internetowego piszę tą notkę

0

22 października, 2006

... i dziś

Napisane w: Dzień, Rower (1)

Godzina 8:00

O kurwa jak wcześnie

Godzina 10:00 i 13:00 [start trasy]

Czy ja dziś nie byłem umówiony na małe kręcenie w arturówku? wchodze na cyklomaniaka i ... niestety, także dopijam resztę wody mineralnej jaką mam w domu, ubieram sie i wskakuje na rower, do Arturówka dojeżdżam bez problemów, z Piotrkiem pokonujemy pierwsze kmy, i aż do przejazdu pod Strykowską jest OK, potem jeszcze jakoś jadę, by tuż przed prostą na nawrocie trasy [dłuuga prosta N-S na samym wschodzie trasy] zacząć sapać, po wyjeździe stamtąd juz wiem: NIE DAM RADY, ale Piotrek jasno i wyraźnie rzekł że jadę więc jechałem... do bólu

Godzina 15:00

Dwie godziny jazdy + 30 minut dojazdu za mną, mam dość. jest mi gorąco, chce mi sie pić, jestem niewyspany... MAM DOŚĆ

Godzina 16:30

Dojeżdżmy do mostu na Strykowskiej - mam dość, odbijam ścieżkami rowerowymi w kierunku centrum. Piotrek jedzie prosto do mostka jednak

Godzina 17:40

Dopiero dojeżdżam do domu, na liczniku:
4:35 [hh:mm]- czas samej jazdy
79.44 [km/h] - dystans całkowity

Godzina 00:14

Wciąż mnie suszy, przez to połączenie wczorajszego pijaństwa z dzisiejszym wysiłkiem. Zobaczymy co będzie jutro, bo jeśli będę się czuł tak jak teraz lub niewiele lepiej to nie ma najmniejszego sensu abym ruszał na trasę bo po prostu padnę gdzieś, w końcu mam już po dzisiejszym osłabiony organizm...

Godzina 00:15

idę spać, jeszcze może włączę National Geographic lub EuroSport - moze bedzie cos ciekawego

0

22 października, 2006

wczoraj...

Napisane w: Dzień (1)

Pierwsza z notek dzisiejszych, zacznijmy od dnia wczorajszego i małego kawałka 'dzisiaja' :

Godzina 12 [okolo]

na przerwie dowiaduje sie przypadkiem ze w IronHorse`ie jest impreza muzyczna, skład 'tradycyjny' i muzyka też

Godzina 16:40

Z rozmowy z Sanchem wynika ze zbiorka sie dzis odbedzie

Godzina 17:45

wychodze na zbiorke harcerska, jest nas trojka: Asia [której nie widziałem już pare lat, no poza krótkimi spotkaniami na koncertach], Dominik i ja... no cóż, przejrzeliśmy plan pracy hufca, posprzątaliśmy na magazynie, pogadaliśmy, wymieniliśmy się planami na wieczór [oni indeks, ja iron] i rozjechaliśmy po mieście. Asia jeszcze coś wspominała o Hipokryzji, 10 punkcie prawa harcerskiego, przyrzeczeniu i alkoholu, ale nie wiem o co jej chodziło ;-)

Godzina 19:44

Wsiadam do tramwaju linii 1, gdzie zaczepia mnie jakaś para dzieci, znaczy na oko to wczesne, niewyrośnięte, gimnazjum ubrane w dresy i jakieś chujowe czapeczki w stylu 'Pan Stanisław lubi grać w golfa w swej czapeczce i sweterku w kratę'
I te dwa pojebane gnojki ŚMIAŁY czegoś ode mnie żądać {chodziło o telefon i kasę}, po czym zaproponowałem uprzejmie aby wysiedli co im się nawet udało zrobić, znaczy jednemu bo drugi nie złapał równowagi gdy dostał z glana i wyleciał przez drzwi, drugi po wyleceniu utrzymał się niestety na nogach, a motorniczy który wszystko obserwował w lusterku tylko się uśmiechnął odjeżdżając z przystanku.

Godzina 20:10

Wchodzę do Ironsa, spotykam tam: Agatkę, Kasię, Emilę, Kasię, Marka, Jacka, Kumpla Jacka, Miśka, Kumpla Miśka, Oskara, Krakersa, Kolesia_Który_Pokonał_Mnie_W_Trambambulę_5_do_3, i oczywiście jeszcze Brata Emilki, co prawda nie wszyscy byli od początku ale się schodziliśmy powoli, po rurze browara jakoś nam się lepiej rozmawiało, potem z Emilką i Krakersem jeszcze wyskoczyliśmy do pobliskiej żabki na 'małe conieco' zwane powszechnie komandosem, po którym błędnik zaczął obijać się w pustej czaszce [zeby nie bylo, po prostu czułem że jestem już pijany, a nie że sie najebałem w trzy dupy i chodziłem jak jakiś kretyn od krawężnika do krawężnika]. Potem ludzie po kolei zaczeli sie zbierac az w koncu zostalismy w Trojke z Emilka i jej Bratem, w koncu po wysępieniu przez Emilke autografów od całego kwartetu grającego tego wieczoru w Ironsie wrocilismy do domów

:D

1

Część Pierwsza

zakończyłem część pierwszą na roku 2006, na planach dotyczących odpuszczenia zimy, jak i na tym co było w moim kręceniu, teraz napiszę o... albo lepiej po prostu to napiszę:


Czytaj dalej »

0

Zaawansowana cykloza objawia się tym że nawet śnią się człowiekowi rowery... a oto i moja historia:

Nie tak dawno temu, siódmego września 1988 roku na świat przyszedł mały bobasek. Słodki to on nie był, ale przynajmniej proste imię mu nadano: Wiktor, drugie zaś, po ojcu, Piotr. W kilka lat później mały poszedł do przedszkola i był bardzo smutny bo wszyscy wokół potrafili jeździć na rowerkach a on nie. Naszczęście w/w ojciec: Piotr, wraz ze swoim ojcem, a małego dziadkiem, Marianem szybko odkurzyli zapomniany, biały, rowerek po jego [małego] siostrze i mały zaczął uczyć się jeździć na DWU kółkach

Uczył się pilnie, i w końcu, zupełnym przypadkiem któregoś dnia po prostu... pojechał. To co wyróżniło tą przejażdżkę od poprzednich nie była wcale samodzielna jazda, czy brak dodatkowych kółek przy rowerku, ale TO że wreszcie udało się małemu zatrzymać BEZ użycia drzewa/krzaka/przewrócenia się.


NIESTETY, jak się później okazało był to najgorszy dzień w życiu małego, potrafił on wsiąść na rowerek i jeździć pół dnia... a wracał po to aby zjeść obiadek i znów peeedaaaałować. Wszelkie upadki i rany to była normalność i organizm dość szybko się przyzwyczaił, później mały wyrósł z tego rowerka, ale dumny z synka-cyklisty tatuś szybko wynalazł u znajomych większy, nieużywany, rowerek.

Tym razem był to już 'góral', sprzodu przerzutka o trzech przełożeniach, a z tyłu AŻ PIĘĆ, do tego hamulce z klamkami na kierownicy zamiast w pedałach typu Cantilever ... to było coś. Mały potrafił tyle samo czasu co na rowerze spędzać z dwoma kluczami 8mm, dwoma 10mm, szmatką i pewną ilością oleju tylko po to aby rowerek zawsze był sprawny i nigdy nie skrzypiał... A rowerek ten marki 'Montana' dostał on był na rok przed komunią, koledzy już wtedy nie byli lepsi przez to że jeżdżą na dwóch kółkach, teraz to nasz bohater był lepszy bo miał 'górala' na dużych, 24 calowych kołach

Czytaj dalej »

3

18 października, 2006

-4 days to BIKE DAY

Napisane w: Rower, Sport (1)

Dostałem spodnie, naprawde niezłe i idealnie dopasowane do mnie, co prawda troche głupio sie czuje jak mi włosy na udach i łydkach sie przebijają przez materiał ale to przecież nie jest ważne :P

Wskoczyłem na rower w nowych spodniach i cóż mogę powiedzieć, CIEPLEJ niż w krótkich jest napewno, co do 'komfortu cieplnego do -10*C' to polemizowałbym, chyba że chodziło im o jazdę przy -10*C za oknem gdy my + rower jesteśmy w domu i korzystamy z trenażera :P

zrobiłem w sumie 58 kilometrów, z czego jak zwykle ok 20 to dojazdówka miastem a reszta park krajobrazowy, na trasie maratonu [dokładnie na podjeździe pod 'punkt robienia zdjęć rowerów nr 1 w Łodzi' czyli górka z słupem z oznaczeniami szlaków] dogonił mnie pewien cyklista i wspólnie objechaliśmy część trasy maratonu, zbliżający się mrok zmusił nas jednak do powrotu

w piątek ok 15 znów mam zamiar wskoczyć na rower, ale chyba nie na trase maratonu bo to za daleko ode mnie i znów będę wracał po ciemku, myślę o zrobieniu pętli po szosach jakiejś, w sobote lekkie przejechanie trasy maratonu jeśli jakaś większa grupa sie zbierze z Cyklomaniaka, lub tylko lekki rozruch na którejś ze starych tras pamiętanych z początków mojego rowerowaniu na tej ramie Authora

1
  • Blip
  • nie ma to jak pamiec

    spokojnie, nie bedzie ani o komputerach, ani o sylwestrze.

    Wychodzę na spacer z celem jednym - pofotografować otaczającą zimową scenerię. Żeby nic mi nie przeszkadzalo zostawilem w domu mp3ke, do tego poszedlem sam i co? Widze pierwszy ladny widoczek ktory chce uwiecznic, zaczynam przegladac kieszenie i ... no tak - aparat zostal w domu, jakies pol godziny spacerkiem...

  • ku pamieci
    "Jestem oazą spokoju. Pierdolonym, kurwa, zajebiście wyluzowanym kwiatem na tafli jeziora. Prawdę mówiąc jestem wyluzowany jak wagon pełen pierdolonych, medytujących tybetańskich mnichów."

puste

Tu coś niedługo będzie

Podobne Wpisy