Dziś miał zacząć się dla mnie sezon rowerowy 2007, plan był prosty, godzinka biegania, a później półtorej godziny na siodełku w dolnej strefie, ot spokojna przejażdżka jak to zimową porą być powinno, a na koniec jeszcze spacer ok 30-60 minut. Ale było ciężko, po bieganiu jeszcze spokojnie zniosłem rower, jednak już po ok 20 minutach czułem że coś nie gra z żołądkiem... teraz jestem na trasie między toaletą a łóżkiem bo cały czas zbiera mi się na wymioty i mam gorączkę, ale pierwszy trening odbył się do końca choć z bólami.
cóż powiedzieć, jutro do szkoły iść muszę bo jest jakiś sprawdzian, ale nawet teraz nie pamiętam z czego... później angol i matma dodatkowe, jeszcze spróbuję spotkać się przed anglikiem z BMO a później będę umierał w domu tak jak dziś :-)