Takie oto coś miało dziś miejsce w Łódzkich Łagiewnikach, czyli w największym leśnym obszarze wewnątrz miasta w Europie, były to zarazem moje pierwsze zawody na orientacje nie związane z Harcerstwem w żaden sposób, a do tego pierwsze w ogóle w zimie w jakich startowałem... i było dziwnie...
Co mnie najbardziej rozczarowało to to że wymaga się zaliczenia punktów wg kolejności podanej na starcie a nie wg dowolnej mimo że nikt nie wspomina nigdzie o obowiązkowej kolejności ich zaliczania, przez co straciłem możliwość złapania punktów 3,4,5,6 gdyż jak do nich dotarłem to już nie istniały.
Poza tym nawigacja u mnie szwankuje, znaczy latem jest ok, ale zimą gdy część dróg jest zasypana mam problemy z wybraniem właściwej drogi, szczególnie używając kompasu świeżo pożyczonego który nie ma zaznaczonego na sobie wektora północnego i trzeba na oko wybierać który wektor na wskazanym przez kompas kierunku jest północny a który południowy.
w nazwie zawodów było słowo "Bieg", nauczony doświadczeniami harcerskimi byłem pewny że da się to zrobić bez problemu dobiegając na zejściach i idąc po płaskim... jednak byłem chyba jedynym który tak do tego podszedł i trasa TM [trudna, męska] była dla mnie wyzwaniem gdy okazało się że wszyscy wokół biegali a ja walczyłem ze słabościami na każdym możliwym podbiegu... do tego po ok godzinie miałem problem z tym żeby cokolwiek zobaczyć na mapie bo byłem już przemęczony...
Cóż więc powiedzieć, było kaczo, ale mogło być lepiej. Za tydzień zawody biegowe na Rudzie, ale na bieg się nie wybieram, za 2 tygodnie BnO treningowe, a za niecały miesiąc kolejne PoZnO, czyli mam trochę czasu żeby się podszkolić z map, trochę pobiegać i przede wszystkim znaleźć kogoś kto zaliczy to ze mną,


24 lutego 2007 13:36:25
Ja bym chętnie się wybrał chociaż ze znajomością i posługiwaniem się mapy mogłoby być różnie :)