marca 27

Zaczynamy od wzięcia roweru, najlepiej górskiego. Następnie wsiadamy nań i jedziemy w pobliże najbliższej sporej górki [w moim wypadku Rudzka Góra], wjeżdżamy spokojnie na samą górę. Teraz następuje najprzyjemniejsze - ruszamy w dół, najpierw zachowawczo hamujemy, a gdy już wchodzimy w odcinek z zakrętami to zapominamy o tym i przy circa 30kmh stwierdzamy 'kurde troche za szybko' przyhamowujemy tylnym i ... rower idzie bokiem po szutrze, teraz grzecznie wypinamy się z SPDów i rower sobie leci na zewnętrzną a my się grzecznie turlamy po ziemii do zużycia całej energii.

Takie coś dziś mi się zdarzyło, znaczy było dobrze do momentu gdy okazało się że za zakrętem jest spory spadek w dół - po wylądowaniu zaraz kolejny zakręt i tu już musiałem przyhamować... i poślizg prowadzący za szeroko :P

Ale i tak mam szczęście - nic mi sie nie stało, rower cały. tylko trochę kurzu na twarzy było :P]