Nie tak dawno była pewna dyskusja na temat tego że ktośtam pisze niepoprawnie po Angielsku na Twitterze i komuś innemu to przeszkadza bo ktośtam pisał wcześniej gdzieśtam że twitteruje aby się języka poduczyć...
Dla mnie nieistotne, póki ktoś nie wchodzi do mojego świeżo skoszonego ogródka z butami to mi to nie przeszkadza, ba czasem nawet lubię dostać powód do sprzątania np w postaci pewnej ilości błocka naniesionego do domu przez kumpla który wpadł niespodziewanie z rowerem wprost z trasy. Przyjemnie jest bowiem się przekonać o tym że nie zapomniał o twoim istnieniu.
Jednak czasem zastanawiam się dlaczego ktoś inny stara się tak powiększyć swój przedpokój aby musiał go sprzątać dużo częściej, bądź chce zaanektować mój ogródek powiększając swój lecz jednocześnie nieusuwając mnie z niego lecz pozwalając mi tu dalej żyć z tym zastrzeżeniem że on będzie strzygł trawę a ja ją deptał bez konsekwancji.
Czemu tak piszę? Proste dla mnie - są serwisy na świecie które nagle bez ostrzeżenia dostrzegają istnienie polskiego [i innych nieanglojęzycznych] rynku i wchodzą tutaj. Jednak byłoby ok gdyby nie to że... zmieniają długość trawy w ogródku i z mojej hipisowskiej długiej trawy zaczynają ją strzyc jakby byli wojskowymi i trawa ma nie przekraczać 3mm
Pomyślmy - kiedyś był sobie Google.com, było też Google.pl ale to tylko minimalna różnica - na angielskiej też miałem wyszukiwane polskie wyniki a na polskiej angielskie po wybraniu tego w opcjach więc bez problemu sobie żyłem. Potem pojawił się Gmail - najpierw tylko po angielsku, więc Google.pl + Gmail.com współpracowały bez problemu. Niestety wprowadzono polską wersję językową gmail.com i mi to nie pasowało. Przyzwyczajenie? Nie raczej wygoda - miałem kilka skryptów które zmieniały nieco wygląd gmaila ale tylko w angielskiej wersji. Po kolejnych miesiącach była Picasa której używam do dziś... po wersji en-us do której byłem przyzwyczajony weszła pl-pl i znów zostałem przy angielskiej...
Ok Jestem dziwak który nie przyznaje się do swojej Polskości przed gigantem z USA... Ale czy napewno?
Otóż nie, jestem człowiekiem który czyta blogi googlersów i jak widzi że 'Google Mail może od dziś ściągać pocztę z twoich skrzynek w innych serwisach' to chce mieć taką opcję i nie walczyć z kilkoma serwisami innymi które nie mają tak dobrego jak google odsiewacza spamu.
Tak już jest że jak istnieje wersja oryginalna serwisu a potem pojawiają się tłumaczenia to przy wychodzeniu kolejnych nowinek w serwisie najpierw będą je mieli dostępne użytkownicy wersji natywnej bo tłumaczenie musi potrwać. Dlatego właśnie preferuję natywne wersje językowe jeśli je rozumiem. Dlatego wchodzę na last.fm na google.com na gmail.com i pewnie w wielu innych miejscach też.
Jednak zastanawia mnie coś innego - dlaczego nikt nie wpadł na to aby takie serwisy korzystały z jednej domeny? np wchodzę na www.lastfm.pl i chciałbym być przerzucony na www.last.fm a gdzieś w ciastku siedziałoby 'wszedł z lastfm.pl czyli zaserwować mu wersję PL'
. Tak samo choćby google mogłoby rozwiązać mój drugi problem.
Problem ten jest następujący → Posiadanie znajomych korzystających z sieci. Dziwnie to może brzmi ale pomyślcie. Na codzień korzystacie z np http://picasaweb.google.com ktoś wysyła wam link do http://picasaweb.google.pl i teraz jak myślicie? Będziecie zalogowani na swoje konto? Oczywiście że nie... a wystarczyłoby tak niewiele myślenia. Taki niewielki ruch ze strony gigantów czyli twórców wyszukiwarek jak choćby Google, oraz ze strony twórców międzynarodowych witryn.
Jak to widzę? Otóż w kodzie strony są MetaTagi w których można podać np język strony - powiedzmy że autor poda tam każdy język w jakim występuje strona, a roboty wyszukiwarki będą uznawać na równi taki tag 'ta strona jest po Angielsku, Polsku, Hiszpańsku i Niemiecku' co fakt że jest w domenach .uk .pl .es i .de czy to nie proste rozwiązanie? Nie kosztuje wiele, ba niektórym pozwoli zarobić [np na wykupie domen na każdy kraj], niektórym oszczędzi walki np jak w sprawie domen gmail.cośtam np z grupą młodych artystów i literatów [ gmail ] .pl

