Od tygodnia jestem studentem, w poniedziałek miałem immatrykulację, a od wtorku zajęcia. Cóż można powiedzieć - wykładowcy są różni - jedni potrafią zaciekawić tym co mówią, choćby i to było przekładanie czerwonego kapturka na matematykę, inni nie rozumieją chyba że człowiek który na PŁ uczy się od 3 dni może nie wiedzieć jak trafić do laboratorium leżącego w budynku innego wydziału, który to budynek na dodatek został sprecyzowany dopiero dzień wcześniej na forum samorządu studenckiego i wciąż nie było go naniesionego na plan zajęć, jeszcze inni potrafili pokazać że nawet w wordzie i excelu mamy trochę braków.
Ale wszystko przebiło piątkowe zakończenie, taka wisienka na torcie, taki finisz na szczycie Mount Ventoux, czy sprint z peletonu na Polach Elizejskich... czyli Wprowadzenie do współczesnej inżynierii na którym udało się prowadzącemu uśpić ½ sali, a reszta chciała zasnąć, ale się krępowała siedząc zbyt blisko prowadzącego, bądź miała inne zajęcia [a najlepiej jeszcze słuchawki na uszach, a co ja wyniosłem z tego wykładu? Podstawy obiektów z PHP o których akurat czytałem :P
Właśnie wróciłem z uczelni i chciałem wejść na stronę biblioteki PŁ coby zamówić sobie dwie książki, jedna do Matmy druga do C jeśli będzie, ale żeby nie było za łatwo znowu zostałem potraktowany linkami pełnymi
target="_blank"
Powiem więc jedno - jeśli jesteś webmasterem i używasz targetu to przestań używać miana 'webmaster' a zacznij 'debil', bo inaczej tego nazwać się nie da.
Mówcie sobie co chcecie, może i w Trójmieście jest od cholery ścieżek ze słupkami na samym ich środku. Może i w Warszawie mają ścieżki prowadzące po schodach. Może i w Krakowie nie wolno wjeżdżać na rynek. Ale to ŁÓDŹ jest idealnym miastem dla każdego cyklisty!
Dlaczego wymieniłem największe dziwactwa tych miast? Bo nawet schody na ścieżce rowerowej czy 2,5 metrowej wysokości mur nie przebije tego co zafundowali Łódzkim cyklistom panowie od dziur w ziemi. Wpadli oni bowiem na pomysł rozkopania ścieżki przy trakcie wschód-zachód czyli al. Piłsudskiego w Łodzi. Dla nieświadomych napiszę że na wschodzie leży osiedle sypialnia - Widzew, na zachodzie druga sypialnia - Retkinia, a na samym środeczku mamy centrum. Tak się też składa że spora część mieszkańców tych osiedli dojeżdża do centrum.
Opowiem wam o jednym miejscu w centrum. Gdy znajdziecie się w Łodzi traficie pewnie na Lublinek czyli lotnisko, Fabryczną/Kaliską czyli główne dworce PKP, bądź Piotrkowską czyli ulicę reprezentacyjną. Jednak jeśli przyjedziecie samochodem aby zostać w Łodzi na chwilę dłużej niż przejeżdżając tranzytem przez miasto krajową jedynką to traficie pewnie na skrzyżowanie marszałków, mianowicie w miejsce krzyżowania się al Marszałka Rydza-Śmigłego z al Marszałka Piłsudskiego. Jest to dość charakterystyczne miejsce - tory wystające z asfaltu na tyle wysoko że mogą zrobić kuku samochodowi lub pomóc poznać rowerzyście co znaczy słowo 'ból'. Jednak zaczyna się tu jedna ze ścieżek rowerowych. Ścieżka prowadząca przez centrum. Ścieżka którą ostatnio zaczęto rozkopywać. Ścieżka która nie wiadomo po co powstała.
Czytaj dalej »
16 września, 2007
Napisane w: Ogólne
(1)
Wrr, nigdy ale to nigdy nie jedźcie nigdzie bez porządnej rozgrzewki bo to się źle kończy. Ale od początku
Wskoczyliśmy dzisiaj z Wiktorem na rowery i skierowaliśmy się do PKWŁ`u z planem zrobienia sporej ilości kilometrów. Ruszyliśmy miastem więc trochę przykręciliśmy, potem po terenie też trochę kręciliśmy mocno... do czasu - jako że ruszyliśmy obaj nierozgrzani i odrazu kręciliśmy mocno to pojawiły się po około godzinie zakwasy w nogach. Jakoś trzeba było się przemóc i jechać, ale szło topornie, w końcu poddaliśmy się i zaczęliśmy szukać zjazdu na Łódź. Wkurzające jest jedno - gdy już skierowaliśmy się na dom to ... jechało mi się naprawdę luźno i spokojnie znów mogłem cisnąć mocno :/
A teraz co do zdjęć:
Mamy tam kościół Mariawicki w Dobrej, stary PeGieeR jeszcze przed Dobrą, standardową górkę do focenia rowerów w PKWŁku, dożynki kawałek za Dobrą, Kapliczkę w Łagiewnikach w tle za Wiktorem i trochę luźnych zdjęć.
Fotki z Wiktorem są w lepszej niż reszta jakości bo chciał je dla siebie :P
15 września, 2007
Napisane w: Rower
(1)
Godzina ~10 - wstaję, widzę - leje za oknem deszcz
Godzina ~12 - widzę za oknem piękne błękitne niebo, zaczynam więc się zbierać - szybkie przesmarowanie napędu w rowerze, ubrałem się w długie spodnie, koszulka z długim rękawem, kask przewieszony przez kierownicę, bidon napełniłem wodą...
Godzina ~12:20 - leje
Godzina ~12:25 - nie pada, schnie, ale wiatr taki że mi chciało okno otworzyć w pokoju
I jak tu człowiek ma wyjść na rower jak co chwila pogoda skacze ze skrajności w skrajność? W tej chwili zaś... widzę jak przed oknem przebiega mi smuga światła która przebiła się gdzieś w chmurze, w tle zaś widzę błękitne niebo... póki się nie odwrócę bo po drugiej stronie bloku widzę deszcz.
A lato było piękne tego roku
Niestety jak powszechnie wiadomo po każdym lesie nadchodzi jesień. Tak to przeważnie bywa że człowiek wraca z wakacji, sierpień się kończy. Zaczyna się wrzesień i szkoła dla większości młodzieży i ... na początek dostajemy z tydzień brzydkiej pogody na 'dobry początek' żeby człowieka nie roznosiło na wagary od pierwszego dnia.
W tym roku mamy już drugi niepewny tydzień września i wciąż brzydko, ponoć zapowiadają meteorolodzy ładną pogodę jeszcze czyli tzw 'babie lato', no ale tak czy siak listki zaczynają powoli spadać.
Poza tym pogoda taka nie sprzyja sportowi - dzisiaj znów przesadziłem na zakręcie i wyleciałem z drogi, tym razem jednak nie przewróciłem się tylko utrzymałem rower w ryzach. Ale tak to bywa gdy przy blisko 40km/h człowiek zjeżdża z asfaltu na ubitą i mokrą ziemię mając na przodzie semi-slicka a na tyle zdartą dość mocno oponkę mtb. Czuję że czas zainwestować w nowe ogumienie.
Na deviancie jest więcej moich zdjęć, także okołojesiennych.
A jeszcze więcej moich zdjęć na Picassie.
Miałem dziś mega zjebany dzień, najpierw praca, potem do babci, potem wylądowałem na pogotowiu i dostałem jakieś dwa zastrzyki i mam iść do lekarza pierwszego kontaktu, a potem jeszcze dwie kolejne osoby na które liczyłem odwołują spotkania na których mi bardzo zależało z byle powodu.
Dziękuję
właśnie dane mi było skorzystać z seryjnego, oficjalnego, klienta GG. Przez przypadek przesunąłem grupę 'ZeHPa' do 'Pozostałe' i nie miałem jak jej wydobyć znów do grup głównych... ok jakoś przeżyję ale gdy złapałem grupę 'Pozostałe' i przesunąłem do jej podgrupy [czyli 'ZeHPa'] to obie zniknęły :D ale kontakty są bo gdy zagadała do mnie koleżanka z jednej z nich to był podpisany kontakt danymi z kontaktu a nie numerkiem...
GG jest dziwne
Tak sobie śledzę sieć i znów coś nowego, tym razem 'zawartość plecaka' bo w drugą [z imieniem] nie dam się wrobić. Znalazłem ją na blogu Pawła Lipca, gdzie dotarłem z bloga Ikariego, ale utnę tu aby nie rozwlekać strony głównej.
Czytaj dalej »