Wreszcie uporałem się do końca z programem w C i wysłałem go prowadzącemu [czas do dzisiaj do północy, liczy sie data stempla serwerowego], ale już prawie wpół do ósmej także na rower iść mi się po prostu nie chce, szczególnie że sporo dziś pokręciłem mieszczuchem co jest bardziej męczące od górala ze względu na mocniejsze przełożenie.
Myslalem zeby gdzies wyjsc na miasto, w koncu mozna trafic badz na zaduszki i mile wspominkowe chwile, albo na haloween i radosne granie, ale... nie mam nastroju, sam sobie zaraz chyba wyjme puszke coli z lodowki i przeprowadze swoja mala wspominkowa sesje z gitara na kolanie. Bo w sumie to mimo mlodego wieku juz kilka osob dane mi bylo pozegnac niestety. I nie mowie tylko o rodzinie lecz tez o przyjaciolach ktorzy teraz mieli by mniej wiecej tyle lat co ja. No ale takie wspominki to nie temat tej notki. Moze kiedys jeszcze na nia przyjdzie czas, ale to dopiero gdy zaczne prowadzic wspominkowego bloga, a nie tego gdzie jest sporo innych tematow jeszcze.