Owszem przyznaję się bez bicia - jestem śpiochem. Uwielbiam móc spać przez długie godziny od wieczora do rana. Pozornie nie ma dla mnie nic lepszego niż zajęcia na np 12tą gdy wstaję o godzinie dziesiątej dopiero... pozornie
Myśleliście kiedyś ile czasu marnujemy gdy mamy zajęcia na np 12tą? Wstaję wtedy o 10tej i nie robię nic porządnie tylko powoli, sennie... i powoli docieram na to południe na zajęcia. Gdy idę np na 8mą to wstaję ok 7mej i zdążę zrobić dokładnie to samo przecież... Na dodatek idąc na 8mą zamiast 12tą skończę zajęcia o 4 godziny wcześniej... czyli de facto dzień wydłuża mi się o 4 godziny... z czego trzy poświęciłbym na niepotrzebny sen - wszak wstając o 8mej jestem już wypoczęty, a jedną na lenienie się - skoro 1 godzina wystarcza mi na to co czasem [idąc na 12tą] robię w dwie to znaczy że przez połowę czasu się lenię.
Z drugiej strony nie ode mnie zależy na którą mam zajęcia, może jednak coś bym robił konstruktywnego tak od rana, tylko co można robić w godzinach porannych? Uczyć się uwielbiam jak jest już ciemno, a spokojna muzyka sączy się powoli do uszu... Coś zasugerujecie moi drodzy?


19 grudnia 2007 21:15:26
Ja najpóźniej mam zajęcia na 9 (w środy), poza tym ciągle 8 i 8. Ale z tego co jeszcze pamiętam ;), to też drażniło mnie uczucie marnowanego czasu.
19 grudnia 2007 21:16:54
najgorsze jest to że np jak o 8mej wsiąde na rower, wrócę ok 10 to mam uczucie że nie wyrobię się potem z tym żeby jeszcze się zdążyć wykąpać przed wyjściem na zajęcia…
19 grudnia 2007 21:43:30
Hehe, to ja bym musiał chyba o 4 chodzić na rower. ;) Mimo wszystko wolałbym mieć częściej na późne godziny. Na szczęście parę dni przerwy. :)