Często w sieci spotykam się ze świeczkami. Najczęściej na gadu gdy umiera ktoś znany je widzę. Niech to będzie sportowiec, gwiazda rocka, aktor, papież, to już widać wysyp świeczek takich [`] czy innych ['] ale wciąż są to świeczki [*]. Nie przeczę że nie raz i nie dwa wyśmiewałem takie coś. Tak samo jak wstawianie świeczek w komentarzach do informacji prasowych o czyjejś śmierci.
Sam jednak nie jestem bez uczuć, jednak wolę pomyśleć o kimś takim. Spojrzeć w biografię takiej osoby, sprawdzić czy na wiki już ktoś wpisał datę śmierci i ew uzupełnić to czy owo. Ogólnie zamiast marnować czas na świeczkę wolę czegoś się dowiedzieć o nowym mieszkańcu tego czy innego raju.
Czasem jednak bierze mnie na poważne przemyślenia. Tak jest za każdym razem gdy dowiaduję się o śmierci na drodze. Śmierci która wyszła po tych najsłabszych na drodze - pieszych i cyklistów, a niestety znów Ten który mówi wielkimi literami połaszczył się na cyklistów.
Jak niestety donosi Gregory na swoim blogu 9 stycznia zginęło na drodze podczas treningu dwóch kolarzy - Marek Wawrzyniak i Zbigniew Jędrzejczak. Niechaj ramy im lekkimi będą.
Czemu o tym piszę? Spójrzcie niżej, na odnośniki do podobnych wpisów - jest jeszcze jeden z wypadkiem śmiertelnym, tam też było potrącenie kolarza przez samochód. Wciąż mam Cyklomaniaczą relację wypadku jaka ukazała się półtora roku temu, czy więc warto wsiąść na ten rower? Może lepiej pozostać przy bieganiu? Chodniki, ścieżki, lasy, możliwość dojechania autobusem do lepszych biegowo rejonów też jest kusząca bardziej niż jazda na rowerze gdy wkoło tyle ton blachy...
przemyśl nim jutro wyjdziesz na kolejny trening.
I przepraszam że bez excerpta ale po prostu nie widziałem tu miejsca w którym by się nadał, a i chcę żeby nie tylko do mnie i Gregorego* dotarł ten wpis. Wszak nie tylko my kręcimy się po tych drogach.

