Stało się - dziś odbył się prolog wyścigu Paryż - Nicea, czyli zawodowy peleton wreszcie wrócił na szosy. Prolog jak to we Francji przeważnie bywa, był bardzo krótki - 4800 metrów i na dodatek tym razem płaski jak stół.
Pierwszym liderem został jeden z faworytów - Norweg Hushovd z Credit Agricole, jednak za jego plecami niespodziewanie znalazł się... Hiszpan Irizar. Za to dopiero 12 miejsce zajął David Millar czyli wielokrotny zwycięzca różnych czasówek i były torowiec.
Póki co nie mogę napisać wiele o tym wyścigu jak i perspektywach na sezon - mało kolarzy się pokazało, a ci którzy to zrobili przejechali na razie przed kamerami mniej niż 5 kilometrów.
Zobaczymy co będzie po jutrzejszym etapie - jutro jeden mały blok górek na samym środku etapu, ale tylko jedna premia 3 kategorii, do tego 2 lotne finisze i meta skrojona pod sprinterów. Czyli mięśniacy będą mieli okazję by się pokazać nim do gry wejdą górale - pojutrze etap z rozsądnymi górkami pod koniec etapu, a w środę etap do Saint-Étienne i już prawdziwie górski etap lecz meta znów w dole, w czwartek etap kończący się długim podjazdem 1 kategorii gdzie najprawdopodobniej zapadną rozstrzygnięcia, jako że późniejsze etapy są skrojone raczej pod pojedynczych nieliczących się zbytnio uciekinierów.

