Cóż, już po niej. Dla mnie wyszło tragicznie - oba poranne koncerty były poza zasięgiem ze względu na zaoczną naukę i weekend zjazdowy. Do tego byłem dość mocno przemęczony i złapałem gorączkę, w nocy z soboty na niedzielę nie udało mi się nawet zasnąć... tragedia.
A sama yapa? Piątkowy koncert był naprawdę fajny, jak to zwykle - dużo muzyki, słuchania, śpiewania, pełen żółtych kajaków i podobnych rzeczy :D Sobotni wieczorny zaś... nie wiem jaki był - byłem tak rozbity że trzeba było mówić do mnie po pare razy, zwłaszcza że na sali było za gorąco i za duszno dla mnie. Za to posiedziałem z bandą harcerzy z Widzewa, Polesia, Skierniewic, Warszawy i kto tam wie skąd jeszcze. Naprawdę fajnie się śpiewało. Dzięki! Zwłaszcza że było czym pooddychać przy was.
No i znajomy zespół zdobył 1wszą nagrodę :) pozdrowienia dla Pod Dudzianego zespołu :D Szkoda że nie mogłem być w niedzielę na koncercie finałowym, Tylko końcówki - od Nijaków do końca posłuchałem w radiu jak już doczłapałem się do domu.


17 marca 2008 13:23:14
SRU!!!
Swoją droga- podejrzewałem, że gdzieś tam jesteś, ale nie za bardzo było jak sensownie poszukać. :P