Oryginalnie miało być "Bloxie czy ci nie żal", ale stwierdziłem że to co robi to po prostu "Żal"&"Żenua" jak to zwykło się mawiać w pewnych dziwnych, około nóbowo nerdowskich i ogólnie dziwacznych internetowych kręgach. Także cóż mi pozostaje... pokażę o co chodzi.
Od dłuuugiego czasu ledwo chodzę, ot ból w kolanie się nasila, oczywiście dalej chodzę co środę na WueF na siatkówkę czyli jeden z bardziej kontuzjogennych sportów, oczywiście nadal [poza aktualną przerwą spowodowaną problemami z kołem] jeżdżę na rowerze, nadal z przyjaciółmi co czwartek gram w siatkę i zaraz idę na "bieg o puchar JM Rektora PŁ"... nie ma to jak dbać o zdrowie.
Dawno dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami...
Tak z miesiąc temu pisałem na blogu o powolnych postępach wikajowego silnika blogowego, cóż mogę powiedzieć - niewiele się zmieniło. Pisałem o planach dodania obsługi GG jako bota, cóż, wszystko fajnie tylko troszkę mi sie skomplikował skrypt w międzyczasie i muszę to ponownie przepisać... cóż, chyba zabiorę się za to jeszcze przed sesją. Tak czy siak narazie jestem na etapie rozrysowywania sobie wszystkiego ponownie i dzielenia na najmniejsze nawet komórki do wykonania.
Razu pewnego do najstarszego i najbardziej szanowanego mistrza Zen
przyjechało na rowerach trzech uczniów. Mistrz zaraz spytał jednego z
nich:
- Po co jeździsz na rowerze? -Ów odpowiedział:
- Jeżdżę na rowerze, aby zużywać mniej energii i chronić środowisko przed efektem cieplarnianym.
- Bardzo chwalebnie! - rzekł na to mistrz - Musisz mieć wielkie serce.
- A ty - zwrócił się do drugiego ucznia - dlaczego jeździsz na rowerze?
- Ja - odparł drugi - jeżdżę, aby zażywać ruchu i świeżego powietrza.
- Niewątpliwie będziesz się cieszyć długim życiem w zdrowiu! - odpowiedział mistrz.
- A ty - zapytał wreszcie trzeciego ucznia - czym jest rower dla ciebie?
- Ja - powiedział trzeci - jeżdżę na rowerze, aby jeździć na rowerze.
Mistrz skłonił mu się nisko i poprosił:
- Pragnę zostać twoim uczniem.
Lan Tzu Ch' Zapiski na kółku od przerzutki.
Ostatnio piszę bardziej fizycznie niż technicznie, ale wybaczcie proszę :) Po prostu wiosna mi odbija i mam trochę więcej ochoty na ruch, to i staram się o nim więcej klepać :)
Tak się składa że dwa tygodnie temu byłem w Beskidzie Niskim na rajdzie pieszym. Cóż... urzekły mnie te góry. Wyglądają pięknie, aż smutno mi się zrobiło gdy wsiadałem do pociągu. Polubiłem też uczucie gonienia za bliskimi celami. W sensie że nie jest tam tak jak w np Śląskim że człowiek od góry do góry ma parę godzin, i nic pomiędzy szczególnego, lecz co kawałek jest albo jakiś niski szczycik, albo jakiś cmentarz pierwszo wojenny, albo kapliczka, albo cerkiew, albo po prostu robisz kilka kroków i ... nie potrafisz zrobić kroku bo... taki widok zapiera ci dech w piersiach.
A teraz mam ochotę wsiąść z rowerem w pociąg, wysiąść w Częstochowie i wrócić na dwóch kółkach do Łodzi...
spokojnie, nie bedzie ani o komputerach, ani o sylwestrze.
Wychodzę na spacer z celem jednym - pofotografować otaczającą zimową scenerię. Żeby nic mi nie przeszkadzalo zostawilem w domu mp3ke, do tego poszedlem sam i co? Widze pierwszy ladny widoczek ktory chce uwiecznic, zaczynam przegladac kieszenie i ... no tak - aparat zostal w domu, jakies pol godziny spacerkiem...