W ostatnim czasie piszę sporo o rowerach, o technice, częściach... czas napisać coś o samej jeździe. Tyle że nie od sportowego, a codziennego punktu widzenia. Bo jak ktoś chce jeździć w dużej i szybkiej grupie to znajdzie tam nauczycieli którzy chętnie wyjaśnią mu jak się w takiej grupie jeździ, o wachlarzu, zmianach i wietrze. Ale czasem warto poczytać co o samym stylu jazdy na codzień może powiedzieć ktoś inny. Może sam się czegoś nowego dowiem z komentarzy?
W sumie to rozróżniam trzy przypadki z których poruszę dwa, bo jak już pisałem o jeździe w dużej grupie nie ma sensu pisać, tak więc jak jeżdżę sam, lub jak jeżdżę w małej - rekreacyjnej - grupce?
Jadę sam
Jeżdżąc samemu nie muszę się przejmować niemal niczym, ot samochody jadące za mną, kwestia pierwszeństwa i kierunek jazdy. Trzy rzeczy, z których ostatnia, czyli kierunek, jest często zbędna, bo jadę po prostu przed siebie. Tempo dopasowuję do celu treningowego, bądź dystansu i sobie jadę. O Pierwszeństwach nie ma co pisać tylko trzeba poczytać kodeks drogowy, a samochody... cóż to temat rzeka, nauczyłem się już dawno że najbezpieczniejszym miejscem dla rowerzysty na drodze jest być daleko poza nią ;-) lecz niestety nikt w Polsce nie wylewa asfaltu na pola dla rowerzystów, więc trzeba się jednak ich trzymać. Jeżdżę więc drugim najbezpieczniejszym miejscem czyli prawą "koleiną".
Powodów do jechania koleiną jest kilka, po pierwsze wymuszam na kierowcach w ten sposób wykonanie manewru wyprzedzania. Jadąc przy samej krawędzi drogi kierowcy często nawet nie wpadną na pomysł by odbić kierownicą w lewo i przejeżdżają "na żyletkę", a tak muszą jednak wyprzedzić. Poza tym włączą kierunkowskaz ostrzegając osobę za nimi że jest coś co trzeba ominąć - w tym wypadku moja osoba. Kolejna kwestia to to że jak mam przed sobą dziurę, wyrwę w jezdni, leżący kamień, czy choćby krater po meteorycie ;-) to mogę go ominąć z PRAWEJ strony, czyli mogę to zrobić bez tracenia czasu na obejrzenie się czy dogania mnie jakiś samochód co musiałbym zrobić wymijając coś z lewej strony.
Dochodzi jeszcze jedna kwestia - zatrzymajcie się kiedyś przy drodze, oprzyjcie rower o słupek kilometrowy i gdy nic nie będzie jechać sprawdźcie jak wygląda asfalt w koleinie i między śladami opon. W koleinach jest dużo gładszy, stawiający mniejszy opór, no i tam jest dużo czyściej niż na poboczu, co oznacza mniejsze ryzyko złapania gumy po najechaniu na śmieć.
Światła to też ciekawy twór, na którym potrafię zachować się kretyńsko, czasem mając zielone zwalniam i liczę że jednak zapali mi się czerwone, bo chcę np pomyśleć jak dalej jechać, a czasem widzę skrzyżowanie, dwie jezdnie do przecięcia do tego na środku wydzielone torowisko, a widząc że zapala mi się żółte dociskam by jednak zdążyć przejechać nim ruszą samochody w poprzek.
Jadę z kimś
Ten kawałek poświęcam jeździe z osobami o bardzo niskim współczynniku cyklozy, czyli z osobami które na rowerze jeżdżą rzadko i nie mają w głowie zakodowanego jeszcze że samochody są twarde, niebezpieczne, ale bardziej przewidywalne od pieszych. Czyli po prostu z ludźmi którzy mało jeżdżą, ale czasem dadzą się wyciągnąć na rower i często mają złe nawyki. Złe czyli gorsze od moich w mym przekonaniu.
Najczęściej zachowuję się wtedy jak nadopiekuńcza babcia która nie pozwoli się pobawić dziecku w piaskownicy bo widziała jak półtora roku temu tu siusiał piesek. Czyli po drogach gdzie ruch samochodów występuje ciągle [a nie raz na godzinę] jadę ostatni, często dużo bardziej zjeżdżam na środek pasa niż jest to normalnie praktykowane by nerwowe ruchy drugiej osoby i tak były bezpieczne.
Co jeszcze? Jeśli mamy jechać jakąś boczną i mało uczęszczaną uliczką obok siebie to zawsze zajmuję pozycję po lewej - bo mając silniejsze nogi mogę błyskawicznie przyśpieszyć i zwolnić miejsce dla samochodu który chce nas wyprzedzić. Staram się także ostrzegać przed jazdą po zabrudzonym poboczu [nie wiadomo czy ten niewinnie wyglądający piasek nie kryje leżącej żyletki lub dziury w nawierzchni], lub za blisko krawężnika gdy wzdłuż jezdni stoją piesi czekający na zielone światło - bo łatwo kogoś zahaczyć.
Zawsze!
To też ciekawa kwestia że mam pewne nawyki które są we mnie niezależnie czy jadę sam, czy z kimś kto jeździ bardzo rzadko, czy z kimś bardziej doświadczonym ode mnie. Po prostu zawsze muszę zwracać uwagi na znienawidzone przeze mnie tory tramwajowe, mogę jechać z kimś kto ma prawie trzy calowe opony które zajmują tyle co tir, a i tak rzucę "uważaj na tory" jak je przecinamy pod jakimś innym niż prosty kątem.
A ty? Jak jeździsz?

1 | legalnycyklista
19 lipca 2009, 23:34:05
Poza torami mam identyczne przyzwyczajenia, też jeżdżę bardziej z lewej niż ten przede mną (: