28 lipca, 2009
O rowerzystach negatywnie :D
Napisane w: dziwne, Rower (0) Otagowane: błędy, idiotyzmy, jak się poprawić, rower, styl jazdy,
Tym razem wpis będzie niczym innym jak odpowiedzią na post I want to ride my bicycle, opowiadający o bezmyślności cyklistów. No więc? Do dzieła!
1. Kodeks obsysa. Tak na oko 90% rowerzystów nie ma bladego pojęcia o przepisach ruchu drogowego. I nie mówię tu o przejeżdżaniu na rowerze przez przejście dla pieszych, bo przepis ten jest archaiczny i moim zdaniem zbędny. Wystarczyłoby wpisać w kodeksie obowiązek zwolnienia przed wjazdem na przejście.
Sorry, osobiście preferowałbym coś takiego jak fotoradar, tyle że radar namierzałby jadącego cyklistę po przejściu, a zamiast aparatu fotograficznego byłby karabin i odstrzeliwał takich petentów. Nie ma nic gorszego niż jechanie rowerem, oświetlonym, w nocy... gdy nagle taki bezoświetleniowy batman przed tobą przeskakuje w poprzek. Zresztą, tak samo z wyjeżdżaniem z podporządkowanej. Ja jeżdżę szybko, ale auta jeszcze szybciej, a szkoda mi kierowców którzy potem za takich będą ciągani na prokuraturę, a w najgorszym wypadku jeszcze dostaną jakieś zawiasy.
czy jazda dwóch albo więcej rowerzystów obok siebie (skrajny debilizm).
Akurat ten przepis jak dla mnie jest do przepisania. Znaczy się że grupa 1-5 rowerzystów powinna jechać gęsiego, ale 5-15 [bo z tego co pamiętam to tylu może być w jednej grupie] już może jechać tworząc mały peletonik. Wbrew pozorom wpłynęłoby to raczej in plus na bezpieczeństwo, bo czy da się wyprzedzić grupę jadącą gęsiego? 15 rowerzystów to ponad 30 metrowa grupa ciągnąca się w tempie przeważnie ok 20km/h, powiedzmy że dojeżdża samochód do nich przed zakrętem, więc zwalnia, zakręt się kończy widzi co ma przed sobą i pytanie - zdąży bujnąć samochód na tyle by wyprzedzić coś co ma 30 metrów czy raczej wyprzedzi kilku i znowu kilku... czyli wyprzedzi łamiąc przepisy bo grupy [pieszych, rowerzystów] nie wolno rozdzielić... A i tak na jazdę w grupie "peletonowej" zdecydują się raczej nie niedzielni rowerzyści, a ci jeżdżący dużo, i często ze sobą. Potrafiący zaufać sobie [przez co jechać koło przy kole], zajmujący niewiele miejsca i potrafiący się skompresować przy prawej stronie by kogoś puścić.
Paint it black. Specjalny punkt przeznaczyłem dla Mrocznych Rycerzy. [...] I co mnie najbardziej szokuje - maszynka na oko za trzy, cztery klocki, na siodełku właściciel wyglądający na inteligentnego pracownika umysłowego a wszystko razem to jedna, wielka czarna dziura. Oprócz firmowych odblasków nic. Nul. Zero. [...] Ale tych nowobogackich ciulów chyba stać na wydanie stówki na kosmiczne światła widoczne z odległości kilometra? Dlaczego sobie ich nie kupili? Kolejny temat na pracę z socjologii albo psychologii.
HAH! Jakbym widział swoje podejście. Naprawdę. O ile byłem całkowicie przeciwny [nieobowiązującemu już] przepisowi mówiącemu że rower zawsze musi mieć na sobie oświetlenie. I miałem w tym swoje racje - obecnie nowoczesne oświetlenie zakłada się i zdejmuje parę sekund, ale u licha, czy przed każdym sklepem muszę robić rytuał z odpinaniem licznika, dwóch świateł, czasem pulsometr na kierownicy, do tego może jeszcze być bidon... O tyle uważam że rowerzysta bez oświetlenia po zmroku, lub w "ciężkich warunkach atmosferycznych" to DEBIL. Nie jest żadną filozofią wyjrzeć przed wyjściem z domu na niebo i zdecydować "może będzie padać - wrzucę w plecak / założę światła". Sam nie raz i nie dwa dojeżdżając na zajęcia czy to do liceum czy teraz na studia zadawałem sobie wieczorem pytanie - na cholerę ja wożę w plecaku to oświetlenie jak i tak go nigdy nie używam... a potem przyszły trzy dni z rzędu gdy dziękowałem sobie że to robię bo dojeżdżałem w pięknym słońcu, a wracałem w ulewie gdzie ledwo widziałem kierownicę przez deszcz.
A dlaczego sobie ci nowobogaccy nie kupili świateł? Cóż odpowiedzi jest kilka "Ja nie jeżdżę po ciemku" ... i cicho dodają "no chyba że akurat tak wracam przypadkiem od cioci", albo "nie jeżdżę w deszczu" i cicho trzeba dodać "ale robię sporo kilometrów i czasem mnie trafi ulewa na trasie"... Poza tym... przecież na końcu cytujesz jakiegoś urzędasa który pisze że "rowery to na wieś", więc jak ktoś już kupił rower za te 4 kafle to po to by wyglądać Pr0, a nie jak wieśniak ze światełkami, odblaskami, dzwonkiem ...
Naprawdę nie trzeba kończyć klasy mat-fiz żeby wiedzieć, że samochód nie jest w stanie zatrzymać się w miejscu i istnieje coś takiego jak droga hamowania. Dla niektórych to za trudne. Z innej beczki - kierowca ma jakieś 0,1 sekundy na reakcję gdy gwałtownie odbijasz tuż przed nim w bok - czasami jadąc ulicą warto byłoby zatem na nią patrzeć, bo wszyscy wiemy jaki jest stan dróg w Polsce. Obserwacja umożliwia wyminięcie przeszkody szerokim i długim łukiem.
Stąd to o czym sam ostatnio pisałem - jak jadę z kimś to praktycznie zawsze jako drugi, i na tyle szerzej by taka mało myśląca osóbka wyjeżdżając jednak na środek by od lewej ominąć dziurę była bezpieczna - bo kierowca widzi że musi i tak mnie ominąć... wiem że to chamskie wobec kierowców, ale miłe wobec pogotowia i prokuratury które mają mniej pracy.
5. Jazda bez trzymanki.
BARDZO przydatna umiejętność. Naprawdę. Czasem robi się gorąco i człowiek chce rozpiąć koszulkę, zapiąć ją znów. Po ponad godzinie na szosie trzeba się wyprostować i rozprostować ręce w innym kierunku niż kierownica... tyle że są to rzeczy których nie robi się w mieście w dużym ruchu podczas jazdy - bo są częste zatrzymania na światłach. A poza miastem... na pustej drodze to nikomu nie wadzi, tam zdarzało mi się nawet zakładać rękawki czy zmieniać koszulkę w czasie jazdy [spokojnie - z długim ekspresem], ale to gdy wiemy że jesteśmy bezpieczni. Prawda?
Zachowanie rowerzystów na ścieżkach. Woła. O. Pomstę. Do. Nieba. Wolna amerykanka, brak wyobraźni, dzicz i zezwierzęcenie.
Cóż. Po dwóch akcjach jakie miałem unikam ścieżek jak tylko mogę.
Uno - godzina 23, zderzenie czołowe bo rowerzysta z przeciwka nie miał oświetlenia i wypadł mi na pełnej k... zza zakrętu. Stuknęliśmy się dokładnie koło w koło i głowa w kask... Okazało się że zestaw głowa + kask, jest twardszy niż sama głowa przez co to on był poszkodowany i w sumie nie było mi go szkoda. Oświetliłby się to bym zobaczył łunę przed sobą, myślałby to by zwolnił widząc łunę przede mną... a mój halogenik widać z daleka... ale to trzeba myśleć.
Duo - środek dnia i rowerzysta jadący środkiem, widząc innego z przeciwka spanikował i nie wiedział na którą stronę ścieżki zjechać... PARANOJA
11. Kto nie pije, ten z Policji.
Tak jak autor bloga z którego pochodzi ten tekst nie jestem święty, ale u licha są granice rozsądku. Zresztą, łatwo poznać że jestem po piwie na rowerze - jadę chodnikami, z prędkością 10-12km/h i przeprowadzam rower na przejściach, zamiast jak zwykle jechać ulicą ok 2-3 razy szybciej i zwalniając tylko gdy mam ustąpić pierwszeństwa. Ale chwalenie się np na bikestatsowym blogu swym że było się na imprezie, skończył się alkohol więc wsiadło się na rower jeszcze po flaszkę, a na końcu wracało do domu to kolejny debilizm.
I jako że nie wiem który z linków trzeba podać blox`owi jako odsyłający by zadziałał tam trackback to dopiszę jeszcze ten akapit ;-)

1 | de
28 lipca 2009, 15:18:33
haha ;) fajny wpis. co prawda to prawda. swoja droga piesi wchodzacy pod kola i chodzacy caaaaala droga+chodnikiem+sciezka+czymkolwiek to tez niefajna sprawa.