30 listopada, 2009
Ja chcę do ery młotków
Napisane w: dziwne, komputery, muzyka, Ogólne, oprogramowanie, technika (0)
Nie chodzi mi tu o epoke tak pieknie ukazywana w tworczosci zespolu Pink Floyd, lecz ... no wlasnie, o czas gdy bylem jeszcze mlodym gnojkiem i robienie pewnych rzeczy nie nastreczalo wielkich trudnosci.
Pomysl moj drogi czytelniku, ile czasu, sprzetu i energii potrzebujesz wydatkowac by sluchajac radia w podrozy zdobyc piosenke ktora przed chwila leciala? Pomyslisz pewnie "niewiele" jednak czy bedzie to ilosc mniejsza niz jeszcze pare lat temu?
Pamietam jak bedac duzo mniejszym jechalem na jakas wycieczke klasowa i pozyczylem od siostry walkmana, fajna rzecz. Gdy ma sie juz serdecznie dosyc sluchania swojej klasy [a od malego bylem typem raczej spokojnego czlowieka] mozna zalozyc sluchawki na uszy i posluchac radia, czy kasety. Fajnie.
Wtracenie - wpis powstal w mojej glowie gdy znalazlem stara kasete kupiona wlasnie na takiej wycieczce - koniec wtracenia
Sluchalem radia w autokarze, spodobala mi sie pewna piosenka, radiowiec podal jej tytul i wykonawce, chodzila mi po glowie i dzien pozniej udalo mi sie zdobyc kasete droga kupna, kasete wsadzilem do walkmana wraz z nowym zestawem baterii i mialem frajde z nowego nabytku dluugo, ale najwazniejsze jest to ze zaraz po zakupie moglem sie cieszyc muzyka.
Potem byla era discmanow, pamietacie pewnie, wszystko fajnie, a dzialalo identycznie jak walkman jesli chodzi o kwestie wrzucenia nowej muzyki, wystarczylo kupic plyte i mialo sie cos nowego. Identycznie w sumie tylko nosnik inny.
Potem... o przepraszam - teraz, przyszla era mp3, telefonow z odtwarzaniem muzyki i no wlasnie i sie skonczylo rumakowanie. Ostatnio mialem olbrzymia chec wrzucenia nowej plyty pewnego artysty na odtwarzacz mp3. Sciezka byla podobna jak kiedys, dom->empik->dom tyle ze potem zamiast wsadzic plyte i sluchac zaczela sie droga przez meke - windows media player nie chcial plyty zripowac bo costam... stary dobry CDex rowniez, no coz, plyta jakos zabezpieczona. Kolejne minuty googlania... po godzinie sie poddalem. W koncu pomimo posiadania oryginalnego krazka bylem zmuszony zassac plytke z torrentow by moc sie w pelni cieszyc swoim nabytkiem.
A teraz zastanawiam sie czy kupilbym ostatnio ta plyte gdyby nie walkman... naprawde. To byly albumy tego samego artysty, i ten na kasecie i ten ostatni na zabezpieczonym CDku. Gdybym mial 10 lat i ktos rzucilby mi takie klody pod nogi wtedy gdy poraz pierwszy uslyszalem ten zespol i mi sie spodobal to pewnie stwierdzilbym "idzcie sobie" i nie zadawalbym sobie tyle trudu. Artysta zas nie sprzedalby od tamtego czasu kilku oryginalnych plyt. Teraz zas zastanawiam sie czy jeszcze kiedykolwiek kupie jego oryginal. Czemu? Proste. Skoro on nie chce bym go sluchal wtedy gdy MI to pasuje, to czemu mi ma zalezec na tym by on, a raczej jego wydawca mial fundusze na zatrudnianie jego i ludzi ktorzy wymyslaja zabezpieczenia?
No a teraz pozostaje jeszcze jedna kwestia - powiedzmy ze jade ze znajomymi gdzies na weekend, piatek, sliczna pogoda, wskakujemy w samochod. Jedziemy sobie polskimi drogami i slysze piosenke, ta bardzo mi sie podoba. Po drodze mijamy powiedzmy Torun, tam wchodze do empiku kupuje plyte tegoz artysty i co? nie wrzuce jej tak jak kiedys kasete do walkmana, teraz plyty nie wsadze do odtwarzacza mp3 albo telefonu. Musze miec dostep do komputera. No dobra powiedzmy ze jako zabezpieczenie przed brzydka pogoda wzielismy lapka z filmami. Wrzucam wiec podjarany plyte do lapka i probuje zrzucic ta muzyke. Moze sie uda, moze sie nie uda - ruletka. A nawet jak sie uda to... kolejna ruletka - gdzie jest ten zasrany kabel od mp3ki?
Przy tak banalnym zadaniu, jestesmy uzaleznieni od tak olbrzymiej ilosci przedmiotow ze to glowa mala. Czy nie przekroczylismy juz granicy absurdu?
Dopisane po chwili - w sumie to Totero popelnil wpis w ktorym porusza wbrew pozorom podobny temat - nadmiar inzynierii.
1 | Void
30 listopada 2009, 00:40:42
Zrób coś z tym bękartem. Skojarzenia mam jednoznaczne, patrz punkt 1. http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=b%EAkart
Granicy absurdu jako użytkownicy, czy też po prostu nabywcy, na pewno nie przekroczyliśmy. Najwyżej wytwórnie płytowe. A także niektórzy artyści.
W kontraście do powyższego, wbrew pozorom, np. Jamendo to wcale nie taki głupi serwis.
Przegrywanie kaset... mam wrażenie, że dziś nie różni się to niczym od "kopiowania empetrójek". No, może poza tym, że proces przenoszenia sygnału analogowego z jednego nośnika (kaseta 'oryginalna') na drugi nośnik (kaseta czysta marki BASF/wstawcie co chcecie) trwał dużo dłużej i wymagał 'odpowiedniego' sprzętu.