Jest taki kraj, gdzieś na dalekim końcu świata. Jest piękny, lasy, jeziora, pola, dostęp do morza, a i całkiem przyjemne górki. Dla każdego coś miłego. Jest też parę miast, trochę przemysłu. Dosłownie - czego byśmy nie szukali dla siebie to znajdziemy. Niestety mieszkańcy tego małego kraju wierzą w to że mogą coś zmienić SAMI.
Jest to kraj w którym szczytem informatyzacji "władzy" jest uzależnienie ubezpieczeń społecznych od Proko... Asseco, bot odpowiadający za byłego prezydenta na komunikatorze, czy to że raptem kilku posłów zauważyło że istnieje owy internet i mogą tam założyć bloga którego traktują jak niecenzurowaną gazetę. Gazety nie dostrzegają problemu praw autorskich w sieci i kopiują z niej teksty jak leci, a telewizja gdy znajdzie jakieś fajne zdjęcie to je pokazuje mając gdzieś autora bo wszak "źródło: internet" jest takie wygodne dla ich kieszeni.
W kraju tym są jak wszędzie mieszkańcy. Jednak tutaj mieszkańcom wydaje się że jak skrzykną się w czterech [cztery osoby, a nie miliony osób] to coś mogą zmienić. Szczytna idea, jednak nigdy nie są to zmiany "zróbmy coś na lepsze", oni wolą działać w stylu "to jest złe, zróbmy cokolwiek by było inaczej".
Prowadzi ich bowiem narzekactwo, nie wiedzą jak poprawić sytuację, ale wiedzą że teraz jest źle, a powinno im byc dobrze. Wiec utrudniają życie innym. Bo tak łatwiej?
W kraju kolejne grupy, nawet działające w sektorze prywatnym polubiły jeździć do warszawy i wymuszać na rządzie by a to utrzymał zatrudnienie, a to zwiększył, a to podniósł wynagrodzenia... Jednocześnie oczywiście zajmując jakiś budynek, zmuszając policje do ochrony badz rozpedzenia takiego zgromadzenia... to powoduje koszta, a pieniadze te moglyby pojsc na cos innego. Taka logika tu panuje po prostu.
Jednak powiedzmy jacy sa ci ludzie w internecie. Pewni siebie, aroganccy, a do tego przeswiadczeni o swej i internetu mitycznej sile. Akcje anty samoobronowe, anty lprowe, anty giertychowe, anty kaczyńskie, anty pisowe, anty po, anty cenzorskie, anty...
Wszystkie sa anty, o ile dotychczas byly raczej latwo pomijalne, ot jakis baner, czy przycisk na stronie, czasem jedynie cos co przeslanialo tresc i trzeba bylo nacisnac ze wchodzi sie na wlasna odpowiedzialnosc. To obecnie juz niektorzy przegieli. Oczywiscie akcja Cenzor, super nie ma to jak autor TRESCI ktory sam z siebie swoja tresc zaslania przed czytelnikiem. Wybaczcie, dla mnie to niewytlumaczalne po prostu. Jaki moze byc sens takiej akcji? Wyzsze przeslanie? Ciekawe jakie... walka z cenzura prewencyjna ktora chce nam wprowadzic ten czy inny polityk? Niech wprowadzi, to ze rzad Australii wprowadzil cenzure na np pewne hasla z wikipedii, blogi, strony... wcale nie oznacza ze ich obywatele nie maja do nich dostepu, jestesmy w internecie. Miejscu w ktorym mozna naprawde wiele rzeczy obejść. Wystarczy chcieć i mieć odrobinę wiedzy.
Osobiście czekam na akcję w której w ramach akcji "anty-wysokiecenypaliwa" kierowcy zaczną podpalać swoje auta, albo auta sąsiadów. Bo do tego to wszystko zmierza. Narzekać, a potem zrobić jakąś akcję która niewiele wysiłku kosztuje, by w końcu zapomnieć... o Haiti, Tybecie, Turcji, Tailandii, Libanie, cenzurze, lprze, samoobronie, aferze starachowickiej, durnych postach jak ten i o tym że jednostka może wiele, pod warunkiem że jest częścią tłumu który stoi z granatami pod sejmem, a nie garstki osób której nie chce się ruszyć dup sprzed komputera.
Chcecie się buntować? Weźcie przykład z górników, pielęgniarek, nauczycieli... zorganizujcie sobie wycieczkę do stolicy, po drodze wypijcie w autokarze/pociągu parę flaszek, potem wypełnijcie je benzyną. Będą argumenty siłowe to i będą działania polityków. Inaczej to tylko wkurzacie czytelników swojego contentu i tyle.
1 | bounty_hunter
08 lutego 2010, 14:02:10
Moim zdaniem działa tutaj taki oto schemat myślenia - "mi się nie chce, ale jak sprawę nagłośnię, to może znajdzie się ktoś, komu się chce i coś z tym zrobi". Fakt, że najczęściej nikt taki się nie zjawia, ludziom po prostu umyka i dlatego mamy cykliczne akcje tego typu, niewychodzące ze świata wirtualnego na ulice.