wczoraj byłem na osiemnastce swojej.
masakra...
Takimi jedynie slowami potrafie okreslic to co przeczytałem dziś na stronie łódzkiej braci rowerowej na temat Łódzkiego Maratonu w cyklu MazoviaMTB...
Cóż się stało? Ktoś zapyta,
odpowiedzieć jedno mogę dziś
Dzień zjebany, taka pyta
O co chodzi ? otóż po szkole miałem wrocic do domu, zjeść coś, i pojechać z dziewczynami do Luki zarezerwować lokal na osiemnastkę, niestety w czasie gdy przygotowywałem sie do żarcia kumpel zrobił sobie kuku w pabianicach będąc na rowerze, zadzwonił i wskoczyłem na siodełko z paroma kluczami w kieszeni na plecach. Dotarłem tam, jakoś poskładaliśmy ten jego rower i wracamy, jako że mi sie dość mocno spieszyło to powiedziałem mu że sie spiesze i depnąłem po pedałach jak mogłem... do Łodzi dotarłem utrzymując cały czas powyżej 32kmh co było wyczynem w tak dużym ruchu na wylotówce na Wrocław.
Do tego momentu historia zdaje się być szczęśliwą, niestety nie długo - dociągnąłem w okolice skrzyżowania Pabianicka/Włókniarzy i przy ciut powyżej 40kmh złapałem gumę na tyle... Już wiedziałem że będzie wesoło [a czas płynie], zdjąłem oponę z obręczy, byle szybciej bez zdejmowania koła, załatałem dętkę i zonk... nie mam pompki przecież bo z gór nie wróciła ze mną. Więc założyłem oponę na miejsce, rower na ramie i lece na żółtą stację benzynową na drugim rogu skrzyżowania... ZONK kompresor coś nie chce pompować powyżej 1.5atm, w rowerze to ciut za mało, w końcu pożyczyłem pompkę od jakiegoś cyklisty, podpompowałem ile sie dało, pamiętając o tym żeby dobić mocniej coby łata była ściśnięta między dętką [1.9-2.2 cala] a oponą [1.5 cala].
spojrzałem na siebie oczyma wyobraźni, byłem w ciuchach kolarskich, usyfiony cały doszczętnie, w końcu najpierw robiłem rower w pabianicach a potem to koło felerne. Stwierdziłem "Jadę do Luki", ruszyłem ze skrzyżowania, dojechałem do Ronda Lotników Lwowskich... obok stał jakiś autobus, godzina na zegarze w środku:
W luce mieliśmy być o 17:30, a mam conajmniej 10 minut ostrego ciągnięcia na miejsce, odpuszczam i po cichu proszę los o łagodne traktowanie ze strony dziewczyn które pojechały tam.
Do domu dojechałem ok 17:55 nie spiesząc się już tak jak dotychczas i nie ryzykując kolejnego kapcia na łódzkich dziurach.
Czy naprawde czlowiek musi myslec o wszystkim? nie mozna sobie pozyc marzeniami przez pare dni? Nie mozna po prostu olac calego swiata na kilka dni, zajac sie tym co dla nas przedstawia najwieksza wartosc a reszta niech zajma sie inni ?
Dzis dostalem milego esemeska, a pozatym to bylem z ekipa18stkowa w Luce gdzie jak sie okazalo pojechalismy zupelnie bez celu i spokojnie ten czas moglbym spedzic w towarzystwie zeszytu od historii bo pojutrze mam sprawdzian z Polskich Partii Politycznych dzialajacych w wiekszosci na uchodzctwie w koncu XIX wieku i wogole czasach przed I wojennych. Wiem jedno - burdel z partiami mamy od zawsze.
I nie, ja wcale nie zaczynam narzekac na to ze zaczynam wymiekac i CHCE WAKACJI, CHCE GOR, PRAGNE SWIETEGO SPOKOJU, namiotu nad glowa i ulewnego deszczu w ktorym ten namiot bedzie tonal a wszystkie ciuchy i tak beda przemoczone :D buty sie rozlaza a Wiktor szczesliwy ze nie musi myslec tylko sobie zyje w WikajowymSrodowiskuNaturalnym :D
Praktycznie moglbym przepisac w sporej czesci wczorajsza notke:
a tak konkretniej - wczoraj jezdzilismy sami, dzis z Gleba, a pozniej chodzil kolo nas tez Krakers, wczoraj bylismy u Ani Kusak dzis u duetu Szyszka`n`Marek, i ogolnie bylo fajnie.
Fajnie tez ze sie przypadkiem dowiedzialem ze jutro po szkole jedziemy do Luki zarezerwowac miejsce na osiemnastke [22.09.2006 czyli w urodziny Lesnej].