07 grudnia, 2009
Napisane w: Dzień
(1)
Przypomina mi sie wypowiedz Gandalfa z Hobbita gdzie czarodziej zastanawia sie czy Bilbo mial na mysli ze jest dobry dzien, czy ze dla niego dzien jest dobry, czy tez to jest zyczenie by dzien dalej byl dobry... No dzisiejszy dzien byl... specyficzny
Wyklad z matmy - no dobra, olalismy, zamiast tego mielismy chec pogadac spokojnie, w koncu zebralismy sie by pojechac na uczelnie na wuef i ... tramwaje zmienily trasy, najwieksze skrzyzowanie po drodze rozkopane... dobra spoznienie nie wchodzi w gre bo taki akurat wuef mamy. Pojechalem na basen... a tam? Oczywiscie zapomnialem czepka. I tak tracac kase na godzine basenu posiedzialem w saunie ze 20 minut i tyle... :/
Tak bylo u bohatera filmu polskiego, u mnie... wstaje, stwierdzam ze zaspalem. Ubieram sie wiec i myje zeby, sniadanie zabieram na dojscie na tramwaj, wsiadam do takowego na krancowce i juz w tramwaju jest ilosc ludzi dazaca do masy krytycznej. Kolejne dwa przystanki przy osiedlach. Duzych osiedlach. I tramwaj osiaga mase krytyczna, teraz tylko czekac do pierwszego okresu poltrwania. Przystanek kolejny, kilka osob chce wsiasc. Zaczyna sie...
Czytaj dalej »
Tak wiem że wcześniej też o tym pisałem, ale po kolejnych przelanych w sieci megabajtach tekstów o Chinach, Tybecie i olimpiadzie w Pekinie mam dosyć. Tak samo jak mam dosyć po pseudo akcjach poparcia dla Tybetańczyków jakie odbywają się w miastach Polski. TO JEST ŻENUJĄCE!
Po jaką cholerę ci ludzie wychodzą na ulicę? Lepiej niech poczytają co Amnesty International proponuje i wziąć się do roboty - nie uratujemy nikogo skandowaniem wielkich haseł w Łodzi, Poznaniu czy Warszawie. Za to możemy coś zrobić nie wychodząc z domu np pisząc list do Ambasady ChRL w Warszawie czy prosto do Państwa Środka - przy dużym natłoku takich zobaczą że ktoś im patrzy na ręce.
Zresztą do kogo ja to mówię? Na te wystąpienia i tak chodzą przede wszystkim ludzie którzy mają głęboko w dupie los Tybetańczyków, Koreańczyków, Birmańczyków, Kubańczyków... chodzi im o to by pokazać że im zależy, że są trendy i na czasie, że wiedzą co teraz jest na topie... A że obecnie najwięcej mówi się o Tybecie to i oni się tym lansują. Nie wiedząc nawet gdzie Tybet leży. I robią to gdy za wschodnią granicą mają totalitarną Białoruś, a tuż za nią niedawno ukazał się popis idealnej formy demokracji w wydaniu Putinowsko - Miedwiediewowskim.
Owszem przyznaję się bez bicia - jestem śpiochem. Uwielbiam móc spać przez długie godziny od wieczora do rana. Pozornie nie ma dla mnie nic lepszego niż zajęcia na np 12tą gdy wstaję o godzinie dziesiątej dopiero... pozornie
Czytaj dalej »
Moja klasa wpadła na pomysł założenia forum nie ma to jak genialna inicjatywa na miesiąc przed końcem klasy maturalnej. Może i nie byłbym aż tak zlolowaciale nastawiony gdyby nie to że to forum po ok 20 minutach od rozreklamowania go ... przestało działać, nie chciało przyjąć linku do awataru o długości sporej [z innego fora phpBB czyli domena/folder/folder/folder/16znaków.jpg ], co tam jeszcze? no adres już mnie dobił :P, opium... no cóż, lokal innego typu niż szanujący się słuchacz punkrocka mógłby pójść jakoś ostatnio stał się dla sporej części tej klasy synonimem 'dobrej zabawy', cóż, ja tam nie zmieniam swojego podejścia i w dziale imprezy będę spokojnie wypisywał kolejne imprezy MOJEGO typu.
Ciekawe kiedy czymś się na w/w forum narażę, może już się narażam bo jakiś ktoś chciałby zachować to forum nieznanym dla szerszej publiczności? a chuj z tym.
PS czy teraz każde nawet najbardziej bezludne forum musi mieć swój regulamin?
Piątek - Pidżama
Sobota - Śpiewanki
Niedziela - niewyspanie
Wczoraj rano sobie wstałem brutalnie obudzonym koło 8:10-8:15 pożyłem trochę czasu, pobłądziłem po świecie i przy pomocy Sanchowego łUNOchoda i samego sancha dotarlim na obchody 50lecia Hufca Łódź Górna, tam robiłem za szatniarza ;-) i w końcu się skończyło i koło północy wylądowaliśmy w budynku w/w hufca...
100 piosenek, 4 godziny, kilkanaście zdjęć - poczucie tego dawno nieczutego uczucia przy wspólnym śpiewaniu BEZCENNE
wcześniej pisałem o tym że wybieram się na pidżamę, właśnie zacząłem zajmować się kompem i wypadałoby coś napisać :P, tak w skrócie to było zajebiście, trochę winiaszy przed koncertem poszło jak zwykle, potem wbiliśmy się ze znajomymi do środka i jak zawsze zrobiliśmy rozpierdol :D wpadliśmy w trakcie chyba drugiej piosenki dopiero na scene więc dzieci, emeryci, renciści i emo zdążyli się ustawić pod sceną abyśmy mieli kogo wypierdolić stamtąd :P offcoz Łokcie i Kolana poszły szybko w ruch i było wesolutko :D po paru kawałkach trza było sie już pozbyć koszulki bo w deko jak to w deko - pod sceną jest bardziej duszno niż w trumnie leżącej przez tydzień na słońcu. Spodnie rozdarte mam solidnie i cóż pozostaje tylko czekać na kolejny fajny koncert, a to chyba będzie Włochaty, także w deko. Powrót był jeszcze weselszy ale to już osobna historia.
Co do butów jeszcze - zajebista sprawa w adidaskach wyskoczyć - człowiek dużo bardziej dba o to aby kolana były w górze i napierdala jeszcze mocniej byle tylko mieć dość miejsca wolnego wokół by móc zachować całe niezdeptane stopy :D
Zaczynamy od wzięcia roweru, najlepiej górskiego. Następnie wsiadamy nań i jedziemy w pobliże najbliższej sporej górki [w moim wypadku Rudzka Góra], wjeżdżamy spokojnie na samą górę. Teraz następuje najprzyjemniejsze - ruszamy w dół, najpierw zachowawczo hamujemy, a gdy już wchodzimy w odcinek z zakrętami to zapominamy o tym i przy circa 30kmh stwierdzamy 'kurde troche za szybko' przyhamowujemy tylnym i ... rower idzie bokiem po szutrze, teraz grzecznie wypinamy się z SPDów i rower sobie leci na zewnętrzną a my się grzecznie turlamy po ziemii do zużycia całej energii.
Takie coś dziś mi się zdarzyło, znaczy było dobrze do momentu gdy okazało się że za zakrętem jest spory spadek w dół - po wylądowaniu zaraz kolejny zakręt i tu już musiałem przyhamować... i poślizg prowadzący za szeroko :P
Ale i tak mam szczęście - nic mi sie nie stało, rower cały. tylko trochę kurzu na twarzy było :P]
NIE nie napiszę o wybrykach uczniów, nauczycielach gwałcących uczennice, ani o innych skandalicznych zachowaniach, napiszę o ... niekompetencji wychowawców. Nie będę jednak oczerniał wszystkich, bowiem jest wielu którzy są naprawdę dobrzy w tym co robią, powiem zaś o jednym konkretnym przykładzie... o MOJEJ wychowawczyni mianowicie.
Rzecz w tym że klasy maturalne kończą rok szkolny 2006/2007 dnia 27 Kwietnia, sesja maturalna rozpoczyna się 4 Maja, inne ważne terminy jak koniec matur, termin dostarczania materiałów na prezentację z Języka Polskiego i takie tam przemilczę, wspomnę jeszcze o jednym - do ostatniego piątku trzeba było poinformować uczniów i ich rodziców o zagrożeniach. I tu pogrzebion pies jest. Mianowicie w piątek został wysłany do mej szanownej rodzicielki list, list jak list dostaję takie od początku liceum bo z takiego czy innego przedmiotu jestem zagrożony, ale gwoździem do trumny jest to co ten list zawiera
Czytaj dalej »