Tak wiem że już na ten temat "debatowałem", ale wzięło mnie na przeczytanie wszystkich notek i chciałbym skomentować to co napisali inni. Wszak sporo przeklepali literek na klawiaturze, więc należy im się chwila uznania.
W sumie mamy 14 wpisów, ale ograniczę się do 13tu żeby nie komentować samego siebie. To co mnie przeraziło podczas ich czytania to fakt że spora część z nich to najzwyklejszy crap. Zero treści, parę zdań napisanych ciurkiem tylko po to żeby dostać komcia... Jednak pojawło się parę ciekawych wpisów. Nawet jeśli nie do końca na temat to ciekawych.
Na początek na blogu New Polish Order jest dość merytoryczny wpis popierający ideę ale nie do końca - bo jak zmusić nauczycieli do tego by traktowali przerwę w semestrze jak wakacje a nie jak dodatkowy czas na odrabianie prac domowych? To jest temat który później sam poruszyłem i moim zdaniem byłoby to najważniejsze zadanie stojące przed administracją z ramienia MENu jeśli ten pomysł by przeszedł. Bo na przykład w klasie maturalnej uczniom nauczyciel nie odpuści nigdy możliwości zadania pracy domowej.
Później Kryczus`a pojawia się celna uwaga
Na pewno wszyscy skorzystamy, gdy podczas przerwy jesiennej będziemy nudzić się w domu zerkając od czasu do czasu na szary za okienny pejzaż. Już widzę te uśmiechnięte miny, które, aż kipią z radości by móc pospacerować w deszczu i błocie.
Zgadzam się z nim w całej rozciągłości. Po co nam przerwa wtedy gdy jest błoto, deszcz, szaruga? No dobra, mi to nie przeszkadza bo wyjdę na rower i luz że wrócę cały ubłocony, jakoś do błota się przyzwyczaiłem przez lata harcerskiej przygody. Jednak przeciętny dzisiejszy gimnazjalista nawet nie pomyśli o wyjściu z domu gdy pada, co dopiero gdy jest błoto, więc dla kogo jest ta przerwa skierowana? Nauczycieli?
Parę wpisów później ZetPe porusza ten sam temat co wyżej, jednak ciekawie podsumowuje cały swój wywód.
Nasze Ministerstwo Edukacji Narodowej na siłę stara się ,,zreformować" szkolnictwo. Polega to głównie na dokonywaniu niepotrzebnych i nieistotnych, ale łatwych do dokonania zmian, po to, by móc mówić, że ,, nie siedzimy z założonymi rękami". Tak, rzeczywiście długość ferii i wakacji bardzo łatwo zmienić, na pewno łatwiej niż podwyższyć pensje nauczycieli, czy zreformować program nauczania. Tyle, że te łatwe zmiany niekoniecznie są najważniejsze. I przede wszystkim, nie zawsze wychodzą na dobre.
Kolejna osoba trafiająca w sedno - po co zmieniać coś co nikomu nie przeszkadza? Po to by odwrócić uwagę od czegoś innego. To tak samo jak w tym starym dowcipie:
Rozmawia Bush i Blair o planowanej jeszcze wówczas wojnie w iraku, sprzeczają się, dochodzi do nich Putin i pyta o czym rozmawiają:
Blair: Wiesz, mamy problem z tym Irakiem
Bush: Tony`emu nie podoba się że chcemy zabić kilka milionów Arabów i dentystę
Putin: Czemu akurat dentystę?
Bush do Blaira: Mówiłem że nikt nie będzie pytał o Arabów!