Siedzę w tej chwili w jednym z Łódzkich centrów handlowych, ostatnie przygotowania do wyjazdu na weekend majowy w góry stołowe poczyniam. Do tego czekam na telefon coby trochę popracować, do tego jeszcze jutro ma wpaść kurier z przesyłką z Poznania, co tam jeszcze? Chyba nic specjalnego.
Oczywiście znów coś zgubiłem, dziś przeszedłem większą część miasta w poszukiwaniu ładowarki do lapka, a tu zonk - okazało się że była... w domu. Skrzętnie ukryta, zupełnie tak jak wczorajsze poszukiwania palnika do Campgazu - był w domu, ale schowany tak, że na prawdę przypadek spowodował moje znalezienie.
Tak, gaz jest, śpiwór jest, ciuchy są, nie ma chyba najważniejszego zaraz po towarzystwie - żarcia, ale to dopiero jutro będzie kupowane. Cóż, trzeba jakoś sobie radzić będzie i tak m.in. z pieczywem. Póki co nie mam pomysłu co jeść i co kupować. Heh szkoda że nie jestem jak Grzesiek który ma dokładną listę tego co kiedy i na którym odcinku będzie jadł, ale też on startuje w zawodach, a ja po prostu jadę na wycieczkę krajoznawczą w góry z przyjaciółmi. Różnica jakaś tam jest.
Oczywiście jeszcze ten gaz... kilka systemów kartuszy cienkościennych, kilkunastu producentów i weź teraz niedzielny turysto dojdź do tego co do czego pasuje. Massakra jakaś. Niby są standardy pokroju EN417, ale co z tego skoro to standard zaworu, a jest jeszcze mocowanie urządzenia do butli - gwint, albo ścisk, albo ja jestem za głupi albo zbyt to producenci skomplikowali.
Kurde, ale wyszedł narzekacki post, to może dodam że wreszcie się ostrzygłem i wracam do wyglądania jak człowiek :) Jest piękna, słoneczna pogoda w Łodzi, więc mogłem wreszcie ubrać krótkie spodenki i ogólnie to mimo narzekania na przygotowania przed wyjazdowe to mam genialny humor. Ale ja zawsze mam genialny humor jak mam szansę wyjechać gdzieś z miasta :)
To jak ktos chcialby zobaczyc nowa fryzurke :P