Poraz kolejny poruszony tekstem Grześka o treningu odpowiadam, normalnie robiłem to w komentarzach, ale tym razem chyba mam wystarczająco materiału i chęci by skrobnąć notkę i strackbackować ją.
Maj, piękny miesiąc, jednak tym razem moje cele były inne niż wcześniej - pierwsze trzy miesiące "budowałem" czyli sobie powolutku biegałem, powolutku jeździłem. Słowo ilość było moim przewodnikiem. Wiadomo dużo wybiegania i wyjeżdżenia w tlenowej jako baza pod późniejszy trening. Wtedy miałem jeszcze sporo czasu także wciąż czuję że dobrze przepracowałem tamten okres. Potem był kwiecień, tu już praktycznie tylko rower, w tygodniu krótko i mocno, a weekendami długie wypady w grupie - szybko i solidnie. W nogach czułem siłę. Jednak Maj był miesiącem innym.
W tygodniu praktycznie nie mam czasu jeździć, praca jest tu głównym czynnikiem przeszkadzającym. Weekendy zaś rzadko kiedy były rowerowe. 1,2 Maj to wypad w Jurę i dużo kilometrów pokonanych z buta. Potem 3 Maja setka na rowerze jako taki element "dobicia" organizmu, a 4 maja to jeszcze trochę kilometrów na rowerze. Cudowny weekend. kolejny weekend to niestety szkoła, ale niedługo musiałem czekać by znów ruszyć na szlak, tym razem dzięki harcerzom z zaprzyjaźnionego Hufca ZHP Łódź-Widzew zrobiłem sobie z ciężkim plecakiem 45 kilometrów z buta w dwa upalne dni. Tak "rajd piastowski" to była genialna zabawa którą będę wspominał jeszcze przez długi czas. Kolejny weekend zaś to 4 dni tyrki podczas łażenia od świtu do nocy bezplecakowo po mieście tysiąca wzniesień czyli Pradze.
Cóż, podczas każdego z tych wypadów czułem się silny od strony wytrzymałości - czyli pierwszy kwartał przepracowałem dobrze. Mogłem iść sobie spokojnie z dużym plecakiem cały dzień nieczując specjalnego zmęczenia. Za to wiem nad czym muszę popracować - siła mój główny przeciwnik na czerwiec. W górach każde podejście mnie kładło na łopatki po prostu mimo braku obciążenia.
Teraz jednak muszę chyba zmienić nieco zamysły treningowe na początek czerwca - dziś wyłożyłem pięknego orła jak koło wpadło mi w szynę tramwajową. Cóż, kolana i łokcie pozdzierane, bok obity, kask w stanie wskazującym. Niestety trzeba się wstrzymać trochę z walką o cenne centymetry obwodu uda ;-) i zająć się zdrowiem.
