Estimates

Nie znoszę chamskiego tłumaczenia na „estymaty” bo takie słowo nie istnieje. Nie lubię „oszacować” bo jest brzydkie. Zostańmy przy anglojęzycznym tytule po prostu. Ale będzie mowa o szacunkach i wykonaniu tychże szacunków.

Planujesz w godzinach pracę. Wychodzi „30h” na zrobienie czegoś. Bo podzieliłem sobie zadanie na mniejsze części, te mniejsze części na jeszcze mniejsze by móc je realnie określić. Zsumowałem, zrobiłem dodatkowo jakieś podstawowe założenia dla rzeczy pomiędzy zadaniami, co może wybuchnąć, co już robiłem, co jest nowe i mam te magiczne liczby. Takie jak te 30 z początku.

Zaczynam pracę, ktoś przychodzi, zajmuje mi kwadrans. Kwadras według tej osoby. Dla mnie (vide: Przerywniki) to będzie kwadrans + 30 minut. Potem wracam już w cug pracy i … znowu ktoś. Przy trzecim czy czwartym przerwaniu tego samego dnia moja irytacja rośnie. Motywacja i chęć do wykonania tego zadania spada do zera. Głowa się gotuje w nerwach, a ja zwyczajnie bluzgam i rzucam piłeczką antystresową w ścianę.

Nic już nie zrobię. Muszę odpocząc. Głowa zdechła. Koniec tematu.

Właśnie przez to, że ktoś „ukradł” mi 40 minut w kilku rzutach tracę 3 godziny z życia, a 30h zadanie stało się 35 godzinną mordęgą. Tak samo będzie jutro. Bo ustawienie „busy” czy „DoNotDisturb” w komunikatorze firmowym nie blokuje tego że ktoś może użyć innych dróg komunikacji, a nie mogę zrezygnować z zaglądania kto dzwoni na telefon bo może to być coś dużo ważniejszego od tego co robię.

Nawet nie mogę ludzi z pracy zablokować bo mogą mieć coś co jest uber ważne. A nie rozumieją, że niektórzy nie przeskakują między wątkami na nowy Threadripper, a mózg pracuje raczej jak 286 na jednym wątku i z bardzo ograniczoną pamięcią podręczną.

Przerywniki

Nie będzie dziś o słowach na K, C, B, R, P czy inne ciekawe literki. Będzie o pracy, o robótkach domowych i innych takich rzeczach. Także może o pomidorze pomodorze i technikach radzenia sobie z rzeczami które przeszkadzają mi w robieniu rzeczy.

Są czynności w których przerywniki zupełnie mi nie przeszkadzają. Czytanie książek choćby – mogę przerwać w dowolnym momencie i wrócić później… albo za tydzień. Mogę tak samo wrócić do gry, albo oglądania eventu sportowego. Nie ma problemu.

ale

Spróbuj mi przerwać jak pracuję albo robię coś podobnego związanego z mocnym myśleniem. Owszem pewnie ci pomogę. Bo moja asertywność w skali 1-10 jest gdzieś na poziomie minus siedmiu. Jednak koszt jaki muszę ponieść by zająć się czymkolwiek innym jest liczony w godzinach. Skupienie które posiadałem odleciało do ciepłych krajów gdy zostało mi przerwane, a jak wiadomo z ciepłych krajów wróci dopiero wiosną… i tak to u mnie działa – jak pracuję, piszę, projektuję, etc to idzie mi świetnie. Jednak po dowolnym przerwaniu – OUT – i to na bardzo długo.

Wracanie do czegoś co robiłem to u mnie długi i monotonny proces. Muszę wrócić do początku. Przeczytać jakie właściwie miałem zadanie, co rozwiązywałem, wczytać się w notatki w których jest informacja co właściwie wymyśliłem i potem przejść przez wszystkie rzeczy które zrobiłem by odnaleźć się w projekcji zmian. Zdarza mi się wracać do zadania przez 20 czy 30 minut. A jak jeszcze warunki wokół bywają czasem niesprzyjające (biuro tu jest mistrzem rozpraszania „w tle”) to i godzinę mogę stracić tylko na próbowaniu odnaleźć się w przestrzeni.

To jest powód przez który bawi mnie to całe pomodoro – przecież jak mnie coś rozproszy po 40 minutach to potem stracę drugie tyle na powrót by znów mnie rozproszyło… Dla mnie idealnym okienkiem byłoby takie 8 godzinne. Które w sumie mam i nazywa się „zmiana” 😉

Za to nie przeszkadza mi w tle muzyka, nie przeszkadza mi lecąca TV czy inny YouTube. Ludzie mogą ze sobą rozmawiać, śmiać się, tańczyć, whatever, dopóki nie ma żadnej wymaganej z mojej strony interakcji – mogę pracować na środku koncertu rockowego. Ale poproś bym się przesunął o metr i tracę godzinę skupienia. Głowa ucieka momentalnie tak daleko jak tylko potrafi.

Także sorry że nie odpisuję, że nie przeczytam twojej wiadomości i że mam wyciszony telefon. Ale inaczej nie mógłbym funkcjonować. Za to na maile odpisuję. Czasem po paru tygodniach, ale odpisuję.

Kaczka Wyłączona

Czyli po angielsku DuckOff. I to nie jest do Ciebie czytelniku. To jest do mojej głowy. Chciałem napisać kilka rzeczy na bloga ALE postanowiłem oczyścić głowę. Dałem sobie spokój z wpisem o ustawie Przepisy o Ruchu Drogowym który urósł do 28 tysięcy znaków. Wyrzuciłem Evernote`a, Notion, OneNote z prywatnych urządzeń. Czas dać głowie odpocząć.

Kartka – jedna na lodówce z „ToDo” w domu. Druga przy komputerze z „IT” rzeczami do zrobienia do odhaczania. Do tego w pracy jest jakaś zJira do tasków, ale o pracy nie dzisiaj.

Człowiek nakręca się regularnie na „nauczę się”, „ogarnę”, „sprawdzę”… zwłaszcza jak siedzi w tak szybko zmieniającym się środowisku jak to w IT. Ciągle gdzieś słyszę o nowych wersjach .Neta, o nowych ficzerach na Azure, o nowych… bo ja wiem, frameworkach JS (3 na godzinę), etc. I chciałoby się wszystko to sprawdzić, nauczyć… przetestować etc. Do tego jeszcze może jakiś film? mecz? książkę? cokolwiek…

A doba NADAL ma tylko 24 godziny. Dlatego wszystkie te irytujące miejsca gdzie miałem wszelkie fancy „todo”, zbiory ciekawych artykułów, pomysłów na projekty… poszły się walić. A ja sobie spokojnie obejrzę mecz. Albo cokolwiek innego, byle oczyścić trochę głowę i liczę że za miesiąc czy dwa wrócę do gonienia króliczka ale póki co Duck Off i czas pooddychać i pomyśleć któregoś wieczora przy patrzeniu w niebo… co dalej 🙂

SUA – Single User App

Ok, zacznijmy od podstaw. Lubię pisać niepotrzebne nikomu fragmenty kodu oraz tekstu. Tak powstaje ten blog, tak powstają kreciki, tak powstaje 3/4 moich aplikacji które mają jedno zadanie. JEDNO. I nie mówię tu o automatyzacji życia codziennego przez oskryptowanie czynności powtarzalnych. Mówię tu o poświęceniu godziny na zakodowanie czegoś co zostanie odpalone raz, albo dwa razy, a czego wynikiem jest coś co mógłbym zrobić w sumie w 30 minut. Jednak wolę poświęcić na to dodatkowe 30 minut by to zrobić przy pomocy komputera bo… zawsze się czegoś nauczę, dowiem czegoś nowego itp. Jakaś lekcja z tego wyjdzie, a korzystając z tego samego stosu technologicznego co w życiu zawodowym, mogę mieć pewność, że prędzej czy później wyjdzie z tego jakiś plus.

Teraz zaś tworzę kolejną aplikację która jest stricte stworzona dla jednego użytkownika, do jednego celu, takie typowe „You Have One Job”, ale nie może stać w moim quasi bezpiecznym LANie tylko musi być w świecie szerokim wystawiona by telefon mógł się do niej dobić zawsze bez stawiania dodatkowych VPNów, tuneli etc. I bawię się uwierzytelnianiem.

Systemów by zrobić porządnie uwierzytelnienie się użytkownika jest … kilkadziesiąt? Wszelkie oauthy, openidy, systemy które można po prostu wziąć z półki i dołączyć do swojego kodu, troszkę dokonfigurować i już ALE… czy ja naprawdę chcę mieć tyle ekstra rzeczy? Czy potrzebuję np rejestrować się w Google by użyć ich konta (które i tak mam na telefonie) do autoryzacji gdy autoryzować ma się JEDNA osoba w skali globu i nie wiem jak długo będę chciał z tego korzystać?

Czy jest sens kombinować z tym wszystkim?

Może łatwiej będzie wygenerować jeden, jedyny, token. Zapisać go fizycznie w kliencie, zapisać go fizycznie w serwerze i mieć wszystko w dupie po prostu podpisując tym kluczem każdy request, albo szyfrując nim go. Obojętne.

W końcu jeśli komunikacja ma się odbywać między dwoma urządzeniami, korzysta jeden użytkownik z jednego urządzenia… to nie muszę robić „Enterprise Grade Solution” wspierającego MFA, wielu agentów uwierzytelnień, siedemnastu kroków rejestracji (które nawet nie będzie) itp.

Keep It Simple Stupid!

veveve

Szukałem ostatnio w sieci czegoś o rozwijaniu kodu w pewnym – dość niszowym – kontekście. Jakie toole są popularne, jakie rzeczy fajnie mieć przypięte do paska, jakie narzędzia powinienem mieć zawsze pod ręką, a jakie warto poznać i wiedzieć w której szufladzie leżą. Jak to w każdym warsztacie.

I wszystko byłoby fajnie gdyby wpisanie w google „Technologia developer toolbox” dawało odpowiedź. Niestety dziś niezależnie co wpiszesz w google przed „developer toolbox” trafisz na trzy strony wpisów z blogów webdeveloperów o ich stacku, a nie na to o co pytasz.

Wpiszesz tam C#, Java, Cobol, Sharepoint, SAP, cokolwiek… okaże się że gdzieś na stronie jest wspomniane raz o tym (najlepiej w tagzupie albo w komentarzu) a i tak dostaniesz takie gówniane polecenie od google na pierwszych dwóch stronach. Dzięki.

I tak – połowa z tych artykułów dodatkowo nie ma już sensu w połowie 2022 bo albo pochodzi sprzed 2020 albo próbuje rozwiązywać jakiś skrajnie niszowy problem typu „mój setup do webdevelopmentu angulara na komórce z WindowsPhone przy pomocy zdalnego udostępniania ekranu na telewizory LG”. Tak. Jest w internecie taki artykuł. I tak da się go znaleźć wpisując frazę ze wzorca powyżej.

Wniosek? A po co? Przecież ten wpis ma też służyć tylko i wyłącznie temu by googlowi i ich konkurentom było trudniej ogarnąć co się dzieje w sieci.

Do przeczytania

jak trzymać linki „na później” do przeczytania?

Uwielbiam chomikować linki do ciekawych tekstów i – jeszcze bardziej – uwielbiam siadać raz na jakiś czas i robić sobie maraton czytania ciekawych artykułów. ALE nie byłoby tego tekstu gdyby nie pewne ale.

Jak przeglądam internet na telefonie to najłatwiej mi wrzucić link do notion, jak siedzę przy lapku i chcę coś zanotować to wrzucę do zakładek w przeglądarce. Jak ktoś mi wrzuca link przez jakiś komunikator to wysyłam go sobie na swojego messengera (kanał tylko ze mną), jak… no w skrócie część linków ląduje jeszcze w getPocket, część jeszcze pewnie gdzieś indziej i kończy się tak, że o niektórych linkach zapominam, pomijam albo zwyczajnie z wygody nie wracam do nich.

Przejdźmy przez te miejsca po kolei:

Notion

Super narzędzie do notatek, super do robienia ToDo list, super do planowania na krótką jak i długą metę. TRAGICZNE do trzymania listy rzeczy do przeczytania. Mam tam ponad półtorej setki artykułów i linków odłożonych… ale nie wracam do nich bo niewygodnie mi z tej aplikacji wyjść do innego linku. Zwyczajnie nie lubię klikać kilka razy gdy powinno to być jednym klikiem. Nope

Messenger

Super narzędzie do komunikacji z każdym, bo każdy ma FB przecież. Tragiczne zaś do trzymania linków wysłanych samemu sobie bo nie wiem co było już przeczytane, a co nie. Poza tym zawsze przechodzenie przez FB na komputerze jest irytujące jak aplikacja stwierdza że jeszcze dopyta czy aby jestem pewny że chcę opuścić FB i ich wspaniały ekosystem.

Zakładki

Super, ale nie wiem co już przeczytałem, czego nie, poza tym strony mają tragiczne rzeczy w atrybucie TITLE przez co opisy artykułów są do dupy.

GetPocket

Kiedyś mój ulubiony, ale potem popsuła się synchronizacja GetPocket → Kindle i mniej lubiłem. Potem udało mi się to naprawić ale przestałem mieć artykuły wygodne do czytania na czytniku i zwyczajnie czytanie GP na komputerze było mniej wygodne.

Gitea

Plik favsMd trzymany w gicie, fajnie się automagicznie renderujący na gitea (działałby tak samo github czy cokolwiek podobnego), upierdliwy w utrzymaniu bo trzeba ręcznie dorzucać do pliku, commitować, potem commitować przeczytanie… owszem można to zautomatyzować w jakimś stopniu, ale nadal trzeba ręcznie zrobić coś w stylu CLI: linkadd htt…link dla dodania do pliku, commita, pusha i jakoś też dla oznaczenia konkretnego linku jako przeczytany… upierdliwe.

Keep, OneNote, EverNote…

Keep – fajny ale bardzo niewygodny na PC; OneNote odwrotnie – bardzo lubię na kompie, ale nie na telefonie. No i do trzymania bazy linków kiepski. Evernote – koncept tej aplikacji na telefonie i na PC mnie nie urzekł. Irytująca tak na telefonie jak i przez www i w aplikacji. Zawsze coś działa inaczej niż w pozostałych. Nope.

Custom?

Nie wiem jeszcze jak to sobie najlepiej ogarnąć, ale jakiś bot stojący na messengerze, signalu, telegramie czy teamsach. Whatever. Bierze linki które dostaje, dodaje na końcu listy w md/html whatever i generuje mi www. Link, tytuł, data dodania, przycisk “Przeczytałem” i już. Klikam przycisk i mam link przekreślony jako przeczytany i tyle. W sumie może to plan na kolejny artykuł jakbym to zrobił?

Rowerowe EDeCe

Kilka słów o rzeczach wożonych zawsze ze sobą na rowerze i sposobie ich przechowywania NA rowerze, a nie po kieszeniach.

Złamałem się, kolejny chiński zakup do roweru… a miałem odpuścić trochę. No ale dobra – torebka „Bike Tool Bag” od RhinoWalk na Aliexpress jest w drodze bo… zdałem sobie sprawę jak ułomny zestaw mam obecnie toreb do roweru pod kątem jeżdżenia po mieście i ewentualnie do pracy. Problem polega na niemożności szybkiego i łatwego zabrania ze sobą torby by nie wisiała na rowerze cały dzień przypięta. Nawet jeśli w bezpiecznym miejscu z dostępem tylko dla pracowników.

Także mała przypinana na jeden rzep saszetka na narzędzia. Co w niej? Od malutkich

  • spinka do łańcucha
  • łatki samoprzylepne
  • nakrętka na wentyl by prestę móc kompresorem nabić
  • krótki kabelek microUSB (do naładowania tylnej lampki na cito)

Do tego rzeczy duże – jak na taką torbę

  • nabój CO2 z głowicą
  • multitool

Dlaczego CO2? Bo zajmuje dużo mniej miejsca, bo mieści się do takiej torebki i bo … wożenie pompki 24/7 to fajny zwyczaj, ale pompka ma swoje mocowanie, a jadąc do pracy chcę pod firmą zdjąć TYLKO gps i torebkę, albo nawet zamiast GPS odpalać appkę stravy i nie brać go, więc tylko zdejmować jedną saszetkę z narzędziami, a nie też pamiętać o pompce. No i w końcu CO2 mogę łatwo napompować koło bez męczenia się i pocenia. Mogę też nabić w szosie, mtb, osobówce… bez męczenia się i na tyle by dojechać gdzieś gdzie jest duża pompka, np pod firmę, na stację, do domu, etc…

teraz pytanie o multitool – co powinien mieć, a czego nie? Czy multitool z głowicą CO2 jakie robi Lezyne czy dwa osobne elementy. Czy multitool ze skuwaczem czy osobny skuwacz. Czy może lepiej wozić kilka krótkich imbusów związanych jakoś razem niż multitool? Dużo pytań, mało odpowiedzi. Ja wybieram multitool ze skuwaczem – bo bardzo rzadko mam problemy z łańcuchem (jak dbasz tak masz), ale bez głowicy CO2 bo… te które znalazłem miały głowicę pracującą „na wprost” tj nabój, głowica i wentyl tworzą linię prostą. Dla mnie to jest bardzo mało wygodne i wolę „łamaną” głowicę. Zwłaszcza, że mam bardzo fajną głowicę z Aliexpressu która naprawdę dobrze działa.

  • Smar do łańcucha

dla mnie bardzo potrzebna rzecz z dwóch przyczyn – przede wszystkim nie lubię myć roweru, więc jeżdżę na myjnie samochodowe. To przekłada się samo na wypłukany do cna łańcuch który trzeba „na już” posmarować, a potem pod domem drugi raz. Więc olej potrzebuję ze sobą. Po drugie jak masz uwalony łańcuch a potrzebujesz coś na nim zrobić, rozkuć, skrócić, choćby zdjąć spinkę – dużo łatwiej będzie to zrobić po dodaniu tam kropli czy dwóch smaru. Zresztą przydaje się też jak ktoś chce zrobić coś przy rowerze i wypada posmarować jakąś śrubę czy coś… mała buteleczka oleju może zawsze się przydać.

Co chciałbym tam jeszcze włożyć?

  • Scyzoryk

Bardzo prosty, czerwony scyzoryk, jakiś podstawowy model. Ale najpierw musi przyjść torba żebym mógł ocenić czy wejdzie. No i będę musiał wybrać któryś i zamówić. Ale nóż się przydaje i albo scyzoryk albo jakiś mały numer opinela myślę że tam wjedzie

  • Rękawiczki

Proste, lateksowe, rękawiczki. Ze dwie pary żeby można było naprawić dętkę, łańcuch czy cokolwiek i NIE być uwalanym jak świnia przy okazji.

Log me with…

kilka słów o tym jak się logować do aplikacji i dlaczego autor nie zna odpowiedzi poprawnej

Wszyscy jesteśmy leniwi prawda? Ale czy czasem nie warto wyjść ponad to i jednak nie korzystać z najłatwiejszej opcji? No i czy “warto” to odpowiednie słowo?

Bardzo lubię funkcję “Log me with…” czyli logowanie facebookiem, googlem, githubem… whatever. Klikam zaloguj jakimś systemem, czasem dochodzi do tego jakieś potwierdzenie z appki na telefonie i gotowe. ALE ma to swoje wady i swoje zalety. I o tym dzisiaj kilka słów.

Przede wszystkim wada – bezpieczeństwo. Co mianowicie się stanie gdy wrzucimy mema z kotkiem hitlerkiem i facebook zablokuje nam konto którym logujemy się do innego serwisu? Albo google postanowi że da nam bana bo mamy konto na nieprawdziwe dane bo przecież nikt nie ma na nazwisko tak jak inni mają na imię (Nie żebym się nabijał z Jakuba i jego przygód z weryfikacją konta Google). Albo Microsoft postanowi usunąć nam konto na GitHubie bo usunęliśmy SWOJE repozytorium z kodem… bo może to zrobić.

No właśnie, utrata konta Google którym logujemy się do jakiegoś serwisu… to trudny moment bo jak niby mamy przekonać support jakiejś trzeciej firmy że my to my… albo przynajmniej nakłonić ich by łaskawie skoro nie możemy się zalogować… odpięli naszą kartę od ich systemu żeby nie schodziły nam płatności za coś do czego nie można się zalogować?

Ciekawy przypadek zresztą to by był…

No dobra bezpieczeństwo jest tu wadą. To pójdźmy w zaletę numer jeden: bezpieczeństwo

Wiele serwisów daje nam wybór przy logowaniu: Platformy zewnętrzne ALBO login+hasło. Fajnie, ale hasło zawsze jest “łamalne”, a zew platformy w przeciwieństwie do większości internetu wspierają (lub wymagają) uwierzytelniania wieloskładnikowego co zwiększa nasze bezpieczeństwo. Możemy użyć telefonu, appki na telefonie, klucza FIDO czy miliona innych ciekawych rozwiązań których forum przyjaciół koziołka matołka nie będzie samo wdrażać przecież. Bo i po co…

To co? Dodatkowe “bardzo grzeczne” konto w G/MS/Fb/WTF służące tylko do logowania? Takie które nie wysyła, nie odbiera, nie publikuje… ale przypomnę że nieużywane konta mogą wg regulaminów być usuwane, a samo logowanie to nie używanie najczęściej. Stosowanie równolegle kilku kont np MS+G w jednym serwisie do jednego konta często jest niemożliwe. Musisz wybrać ulubionego dostawcę bezpieczeństwa i się go trzymać bo nawet migracja jest upierdliwa i wymaga kontaktu z supportem.

Czyli jak?

Ja nie mam odpowiedzi

Szablony

dlaczego ogarnięcie szablonu wordpressa zajmuje tyle czasu

Poszukuję idealnego szablonu w to miejsce. Niby proste zadanie – przejrzeć gotowce na .org, przejrzeć jakieś themeforesty i inne źródła… ALE po przetestowaniu ponad setki mogę powiedzieć jedno – wcale nie proste zadanie.

Przede wszystkim ilość szablonów które wymagają płatnych wtyczek jest stanowczo za wysoka. Tak samo jak szablonów w których nie da się uzyskać tego co zostało zaprezentowane na screenach bo albo część funkcji pochodzi z wtyczek (najczęściej wtedy niewymienionych nigdzie), albo wyleciało z jakąś aktualizacją, albo ktoś sobie dla potrzeb screena „po prostu zakodził” i nie udostępnił tego nigdzie i nikomu.

Po drugie jak znajdziecie szablon który nawet by przypasował to okaże się że został porzucony przez autora ponad rok temu (w wypadku darmowych) lub że pochodzi od autora który sra szablonami i nigdy do nich nie wraca później (w wypadku płatnych).

Tak wiem, słyszałem to niedawno: jesteś programistą, napisz sobie sam szablon taa już to widzę. Z moimi umiejętnościami w frontend to skończę w okolicach Chrome 250, wspierając HTML 4.01 i MOŻE dzisiejszego WP 😉 dlatego potrzebuję gotowca do ewentualnego drobnego dostosowania.

A jeszcze trzeba się dostosować do wszystkich prawnych wymogów itp… sprawdzić czy na bank nie ma tu niepotrzebnych cookies, jakiś GDPRach i innych gównach. Także póki co wypada skończyć wpis, poszukiwanie szablonu i zwyczajnie zastosować coś ładnego, dostosować, odpalić i zacząć normalnie pisać raz na jakiś czas.

Zwłaszcza, że już jest pomysł na nowy projekt online… i NIESTETY nie jest to „pomysłyNaProjekty.pl” który obiecuję że kiedyś wystartuję i będę rozdawał swoje pomysły 😛

O wyróżnikach

Dlaczego obrazki do wpisów są tak gówniane

W związku z przeorganizowywaniem mojego „cyfrowego ja”, postanowiłem zrezygnować ze „zdjęć wyróżniających” wpisy na blogu. W to miejsce są gównorysunki takie jak ten powyżej. Ma to całkiem sporo sensu, który pewnie gdzieś przewinie się niżej.

Przede wszystkim… robienie dedykowanych „stockowych” zdjęć dla wpisów jest piekielnie upierdliwe, a używać cudzych nie zamierzam. Nie po to umiem robić zdjęcia by korzystać z cudzych. Poza tym korzystanie „on site” tylko z treści generowanych przez siebie ułatwia zarządzanie prawami autorskimi. Po prostu jak nie ma tu cudzych rzeczy to cały temat praw mogę mieć głęboko gdzieś. Zaś treści „cudze” mogę podlinkowywać do autorów i tyle. Tak działała kiedyś sieć i było dobrze, więc mi wystarczy.

Po drugie samo w sobie zrobienie zdjęcia które będzie kojarzyć się z czymś konkretnym wymaga sporo czasu. Trzeba wymyślić temat, zorganizować scenę, zrobić zdjęcie, obrobić je… czasem jeszcze gdzieś dojść/dojechać i trafić w odpowiednie warunki… Szkoda czasu gdy chcę coś opublikować.

Dodatkowo narysowanie czegoś to chwila. Owszem rysunki są gównianej jakości, ale to idealnie pasuje do reszty treści. Czyli jest spójne. No i mogę tam naprawdę narysować wszystko i w 5 minut mieć coś co pasuje w pełni do treści.